już myślałam, że przez tę ikonę nie zdołam przygotować w tym roku żadnych kartek świątecznych. Zaczęłam zazdrościć wszystkim tym kobietkom, które robiły karteczki przez cały rok... Udało mi się przygotować pięć... cóż, dobre i to. Jak zwykle wszystkie minimalistyczne bardzo. Nie potrafię się zdecydować, które zdjęcia wybrać, więc wrzucam, jak leci ;-)
Życzę Nam wszystkim, byśmy do Świąt nie pomarli z zakrzątania! Dziękuję za ciepłe przyjęcie ikony :-) Pa
Udało się! Jest! Wstyd przyznać, jak długo to trwało... ale najważniejsze, że zdążyłam w tym roku, tak jak sobie obiecałam :-) Wyprana i pachnie :-) Teraz tylko oprawić, ale z tym muszę poczekać do wiosny... Matka Boga Zwykle zaczynam od detali, by na końcu pokazać całość, ale dziś będzie odwrotnie. Nie będzie też żadnej aranżacji. Poczekam z jakąś ciekawszą prezentacją, gdy obraz oprawię :-) A więc do rzeczy!
Wiem że są prześwity. Widać je na ciemnych polach. Ale w tym hafcie zupełnie mi one nie przeszkadzają. Powiem więcej - to "odarcie z farby" imituje zniszczenie... ząb czasu... i podobnie ma się rzecz z prześwitami. Moim zdaniem jest to wręcz wartość dodana. Na pewno nie będę haftowała tej ikony po raz drugi, bo jest bardzo pracochłonna... ale wiem, ze niczego bym w hafcie nie zmieniła i pozostałabym przy jednej nitce.
W oryginalnym wzorze na szacie Jezusa były backstitche złotą nitką. Zaczęłam je haftować, ale nie spodobało mi się. Za dużo było, jak dla mnie, tego złota i... wyprułam.
Haftowałam 1 nitką muliny na kanwie 18 ct
Postawiłam 39042 krzyżyki Użyłam 80. kolorów, w tym 6. kolorów nici metalicznych Wielkość: 217 x 332 mm
Dziękuję z całego serca za Waszą obecność, za tak motywujące komentarze, za życzliwość, której tak często doświadczam :-)
Uściski najserdeczniejsze przesyłam wszystkim razem i każdemu z osobna :-)
Witajcie, Kochani, po krótkiej przerwie :-) A przerwa, jak wiecie, była na metryczkę. Skończyłam ją 4 dni temu. Te cztery dni zajęły mi oprawa i sesja zdjęciowa. Niestety w warunkach słabego oświetlenia, dlatego proszę o wyrozumiałość, bo fotki są marne :-( Haftowało się baaardzo przyjemnie. Jakkolwiek nie lubię powtórek, to gdyby mi przyszło wyszyć ją jeszcze raz, chętnie bym to zrobiła. Może tym razem dla dziewczynki...? Oto efekt mojej pracy z myszowatym czy szczurkowatym... sama nie wiem ;-)
W oprawie prezentuje się tak:
Kolory na tych trzech poniższych zdjęciach są najbardziej zbliżone do oryginalnych (zależnie od światła):
I jak? Może być? A teraz wracam do ikony :-) Ale nim chwycę za igłę, podziękuję serdecznie za miłe słowa, za obecność, za gorące serca tak motywujące mnie do działania :-) Radości Wam życzę z każdego wykonanego ściegu, każdego machnięcia szydełkiem czy następnego rzędu dzierganego drutami, z każdego naklejonego na kartkę elementu... jednym słowem z każdego aktu twórczego :-) Do sklikania! Pa
Witam się z Wami, Najmilsi, po małej przerwie. Uprzejmie donoszę, że zgodnie z moją zapowiedzią siedzę wciąż nad ikoną i od ostatniego wpisu trochę krzyżyków na niej przybyło. Miałam nie brać się za nic innego do momentu zakończenia tej pracy. Ale jak tu odmówić prośbie mojej koleżanki, gdy chodzi o metryczkę? No, nie uchodzi, panie dzieju, nie uchodzi! Powstaje więc na tę szczególną okoliczność myszowate, całe w beżach z dodatkiem bieli :-) Ciszę się, że wybór padł na ten wzór, bo zawsze chciałam go wyhaftować. Zdjęcie cyknęłam wczoraj, więc dziś praca jest nieco bardziej zaawansowana. Uchylam rąbka tajemnicy...
Mimo nieustannej szarugi oraz szaleństw tego piekielnika Ksawerego, co to mnie prądu i wody na niemal trzy godziny pozbawił i drzew niemało powalił nie tylko w lesie, ale i w mieście, zdołałam jednak złapać kilka promyków słonka, co widać na zdjęciu :-) A że mi Ksawery nie straszny, to i do lasu wybrać się trzeba było, żeby sprawdzić, czy las na swoim miejscu stoi. Tym bardziej, że to ostatnia pora na zbieranie borowików :-) Tym razem znalazłam czternaście. Nie muszę się więc martwić o zupę grzybową na Wigilię :-) Prócz borowików w koszyku znalazły się też podgrzybki, kozaki i maślaczki. Aparatu do lasu nie zabierałam, bo przeszkadza w zbieraniu, więc tylko jedno zdjęcie po przyjściu do domu zrobiłam dla uwiecznienia chwili :-)
Zapach suszonych grzybów do dziś czuję, a "duszonka" z cebulą, solą, pieprzem i śmietaną smakuje wybornie :-) Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie miłe komentarze oraz trzymanie kciuków za ikonę :-) Do sklikania - Wasza Chranna
Witajcie, kochani Żeby nie było... pojawiam się i przypominam o sobie, pamiętając o Was Nie przychodzę jednak z czymś nowym, poza dwoma świątecznymi drobiazgami...
A to dlatego, że obiecałam sobie solennie za nic innego się nie zabierać, póki nie skończę męczonej chyba już ze dwa lata ikony. Kiedy pokazywałam ją ostatnio, było tak:
a teraz jest tak:
Idzie powolutku, ale jednak do przodu... Trzymajcie, proszę, kciuki, żebym wytrwała w postanowieniu, bo mocno mi już dokucza fakt, że tak się to ślimaczy i że za nic nowego nie chwytam... Dziękuję pięknie za każde dobre słówko, za stałą Waszą obecność i pamięć o mnie mimo mojej opieszałości i wciąż nie takiej aktywności, jak bym sobie tego życzyła... Jesteście kochane! Wspaniałego weekendu życzę i wreszcie trochę jaśniejszego nieba ze słonkiem. Niech zagości wreszcie ta nasza piękna, złota polska jesień z babim latem :-) Pa