środa, 30 września 2026

Ruda gotowa na jesienny Fashion Week 🐿️👜

W miedzianej liści zawiei,
Gdzie wrzosy tulą się do snu,
Miga wśród dębów alei
Puszysty, rudy, lekki puch.
To skacze mała czarodziejka,
W koronie z dębowego szkła,
W łapkach orzeszek jak kropelka,
A w oczach szczera radość drga.
Jesień jej sypie złote grosze,
Zrzuca żołędzie prosto w mchy,
A ona z wdziękiem i rozkoszą
Składa zapasy w głębi pni.
I inny wiersz
Nie odchodź nam, jesieni, //tunelem w szpony zimy // do ostatniego listka walcz! // Nie daj zamrozić siły // i w ciszy się zakopać, // w lenistwie przybielonym spać. // 
Niech łza nie marznie w oku, // listopad weź pod ramię. // Jesieni, jak wiewiórka tańcz! // Nim mróz napisze spokój // i szarość nogi złamie, // rudawym sercem w przyszłość patrz!
Tymi wierszykami - pierwszym, zgrabnie wygenerowanym przez AI, i drugim Anny Czartoszewskiej - witam Was dziś, moi Kochani.
Trzy dni temu ukończyłam pracę nad rudą. Wczoraj i dziś wykonałam kilka zdjęć i, nie czekając aż spadnie śnieg, pokazuję ją już dziś. 
Jak wiecie, zawsze się staram w miarę przyzwoicie zaprezentować efekty mojej pracy na zdjęciach, dbając o Wasze oczy i wrażenia estetyczne. Nie pytajcie więc, ile kosztował mnie ten kaszmirowy szalik w palecie barw jak u rudej, kupiony specjalnie na użytek tej sesji. Powiem tylko tak: jest on żywym przykładem na to, że reklama może kosztować czasem więcej niż ewentualny towar 😂
Czy było warto? Oceńcie sami, proszę. Czas na zdjęcia:








Plener też musi być!


I detale
Kita w sam raz do zmiatania konkurencji z wybiegu 😂





W tym wzorze wszystko mi zagrało. Ogon i torebka czynią obrazek trzywymiarowym, puszystość łapek z pazurkami i brzuszek pięknie zaznaczone, torebka w kształcie żołędzia z ogonkiem i guzikiem w kolorze sweterka, miotełki przy uszkach, pyszczek z okiem. Fizjonomia zwierzątka - jak żywa!
Z pięciu do tej pory wyhaftowanych zwierzaków w sweterkach ten gryzoń absolutnie wygrywa u mnie w rankingu, choć i tamtym niczego nie brakuje.
Sesji zdjęciowej nie oceniam najlepiej. Ale moje nogi już nie pozwalają na wiele... a w domu okna pozasłaniane, bo na rusztowaniu uganiają się robotnicy przy termomodernizacji mojego budynku.
Najmilsi, rozkoszujcie się barwami słonecznej, złotej jesieni, spacerujcie, chłońcie ten cudny czas, póki jesień dla Nas łaskawa.
Dziękuję za każde miłe słowo pod moimi wpisami i najsłoneczniej Was pozdrawiam 😊

 

środa, 23 września 2026

Nitka po nitce, od środka ku górze, a potem w dół, aż do rudej kitki...

Już niedługo moja wiewióreczka zamiecie w kąt wszystkie jesienne smuteczki tą swoją mięciutką, puszystą kitką 🐿️
Smuteczki niewielkie - ot, frasunek, że od dziś dnia zacznie ubywać, a wieczorami oczy przy sztucznym świetle szybciej się męczą podczas stawiania krzyżyków.
Na razie idzie sprawnie i szybko. Jestem już duuużo dalej, niż na tym obrazku, ale szkoda mi było przerywać pracę, żeby skreślić tych kilka słów i opublikować post. 
A co by mi ruda nie plątała nitek, sypnęłam jej kilka orzeszków na płótno 🌰🌰🌰
Tym płótnem jest Linda 27ct w kolorze perłowo-szarym. 
To będzie już piąty zwierzak w sweterku, ale tym razem z innej serii.
Po skończonej pracy trzeba będzie wstrzymać się z sesją do momentu, aż spadnie pierwszy śnieg, bo na obrazku troszeczkę nim sypnęło...



Uwielbiam ten moment, kiedy czysty materiał powoli zapełnia się kolorami z legendy.
Jak Wam się podoba ta paleta barw?

Jeśli chcecie zobaczyć zwierzaki, które już mam, można obejrzeć moje prace klikając w etykietę: zwierzaki w sweterkach.
Czy może ktoś z Was też haftuje obecnie coś "leśnego"?

Tymczasem mało deszczu, a więcej słonka i miłych, jesiennych wędrówek po leśnych ścieżkach Wam życzę.
No i oczywiście pięknie dziękuję za wszystkie wizyty i komentarze.
I jeszcze tradycyjnie piękna piosenka dla Was  🤗




Z hafciarskimi pozdrowieniami - Chranna

czwartek, 17 września 2026

Motylkowe pożegnanie lata

Cóż, lato odchodzi. Ale kwiaty i motyle zostaną z nami. Choćby w tak skromnej postaci, jak ta zakładka do książki, z szeptanym trzepotem skrzydeł motyli i pachnącą lawendą :-))
Jako wykończenie użyłam też motylka, co mi się szwendał po przydasiach. 
Przydał się 🙃
Tył podkleiłam samoprzylepną pianką dopasowaną kolorystycznie.
Zdjęć niewiele i monotonia się wkradła, bo czasu brakło.
Najpierw takie w trakcie haftowania, tuż przed końcem:


No a tu już "na gotowo":








No to teraz czas jakoś przywitać jesień... Powoli zabieram się za haftowanie wiewiórki, już w takiej wczesnozimowej scenerii, i może kolejnej, jesiennej zakładki. Ano, zobaczymy. 
W najbliższych planach mam też wykonanie metryczki dla dziewczynki, która ma się urodzić za miesiąc. Ale wzór jeszcze niewybrany. 
A tymczasem dziękuję za każde słowo pod poprzednim postem i życzę wszystkim słonecznej jesieni.
Chranna




wtorek, 8 września 2026

Głowa w dół, czyli o tym, jak Królowa Kier rządzi naszym strachem

Witam ponownie w świecie Alicji.
Tym razem skupmy uwagę na jednej z głównych postaci tej genialnej książki: Królowej Kier.
Jest to portret autorytarnej władczyni, która, pomimo swej okrutnej natury, nie potrafi faktycznie zapanować nad swoimi poddanymi. 
Jej postać uosabia wszystko, co Alicja uważa za irytujące i irracjonalne, a ponadto budzące niezrozumiały dla niej lęk.
Mechanizmy takiego lęku zdają się być trzy.
Pierwszy to odrzucenie przez Królową empatii i miłości na rzecz własnej dominacji i rządzy władzy absolutnej. 
Drugi to brak jakiejkolwiek logiki w postępowaniu - wszelkie zasady, które ona wyznacza, zmieniają się nagle pod wpływem jakiegoś kaprysu i impulsu, bez jakiejkolwiek zapowiedzi, co prowadzi do absolutnego braku poczucia stabilności i bezpieczeństwa poddanych.
Trzeci to groźba najsurowszej kary, jaką jest ścięcie głowy, co musi powodować paraliżujący strach i zmuszać powinno do natychmiastowego wykonania rozkazów.
Projektantka poniższego wzoru doskonale oddała charakter tej postaci: krwista czerwień fryzury i ubioru z kryzą pod samą brodę - co symbolizuje zamknięcie - nieproporcjonalne ciało, rysunek wysoko uniesionych brwi, krzyczące usta, diaboliczne spojrzenie, rozkazujący gest z palcem wskazującym:


Początkowo Alicja ulegała lękowi przed nią, jak wszyscy poddani z Krainy Czarów. Z czasem jednak udało jej się ten lęk opanować i przeciwstawić się Królowej. 
Jak to osiągnęła? Przede wszystkim poprzez wnikliwe przyjrzenie się Władczyni i poznanie prawdy o niej. Najpierw Gryf wyjawił jej sekret, że okrzyki: "Uciąć mu głowę" nigdy nie są wykonywane. Z czasem, już  dzięki samodzielnemu myśleniu, zrozumiała, że ta okrutna postać jest tylko zwykłą figurą karcianą. Dalej poszło już gładko. Odważnie i kategorycznie odrzuciła absurdalną zasadę w procesie karnym:
- Głupstwo i nonsens! - powiedziała jak najgłośniej Alicja. - Cóż to  za pomysł: najpierw wydawać wyrok a rozważać go później!
Potem następuje bunt i niesubordynacja:
- Zamknij buzię! - powiedziała Królowa czerwieniejąc.
- Nie zamknę! - powiedziała Alicja.
A na koniec rzucenie odkrytej prawdy prosto w twarz: 
- Uciąć jej głowę! - wrzasnęła Królowa na cały głos.
- A któż się z wami liczy? - powiedziała Alicja Jesteście tylko zwykłą talią kart!    
***
Tym razem moja zakładka przybrała więc formę karty do gry i prezentuje się tak:


Zanim jednak się to stało, trzeba było cierpliwości w oczekiwaniu na złotą mini koronę - koralik dystansowy - i czerwone kwiaty jako koafiurę. Ten czas wykorzystałam, przygotowując dwie tekturki w kształcie karty i spiralny sznureczek, który wykonałam czółenkiem do frywolitek, a następnie oplotłam go złotą nitką:


Nie przypuszczałam, że wszystko pójdzie tak gładko. Praca nad tą kartą sprawiła mi mnóstwo frajdy i satysfakcji :-))







Na tył zakładki wybrałam kreton z motywem nawiązującym do kryzy w stroju Królowej Kier:


Bardzo polecam tę kartę do wykonania. Praca przy niej daje mnóstwo frajdy, a efekt wart zachodu. 
Satysfakcja jest!
Dziękuję za wizytę, ogląd i komentarze... jeśli jeszcze ktoś tu do mnie zagląda...
Pięknej, pogodnej jesieni życzę i radości przy tworzeniu Waszych prac.
Chranna

niedziela, 6 września 2026

Uśmiech Kota z Cheshire

   Kiedy ponad 160 lat temu ekscentryczny matematyk Charles Dodgson – piszący pod pseudonimem Lewis Carroll – wymyślał historię dla małej Alice Liddell, nie mógł przypuszczać, że tworzy kod źródłowy dla nowoczesnej kultury masowej. Dziś, w XXI wieku, nie potrzebujemy już paszportu do Krainy Czarów. Jej fragmenty są wszędzie: w kinowych blockbusterach, tekstach piosenek, grach komputerowych, a nawet w naszych smartfonach.

   Aby zrozumieć fenomen Alicji, trzeba najpierw zrozumieć, przed czym uciekała. Carroll stworzył swój świat w epoce wiktoriańskiej – w czasach pedantycznego porządku, sztywnych norm społecznych i literatury dziecięcej, która miała przede wszystkim moralizować. Autor Alicji w Krainie Czarów zrobił coś bezczelnego: podarował światu bunt. Wywrócił logikę do góry nogami, pokazując, że zasady, którymi rządzą się dorośli, ich system wychowania i edukacji bywają absurdalne. Współczesna popkultura pokochała ten bunt. Bez Carrolla nie byłoby Latającego Cyrku Monty Pythona, czy surrealistycznych filmów Davida Lyncha. 

   Najbardziej fascynującym symbolem tej literackiej ekspansji pozostaje Kot z Cheshire. Zwierzę, które potrafi znikać, zostawiając po sobie jedynie lewitujący uśmiech, to genialna metafora samej popkultury. Rzeczywistość Carrolla mogła się zdezaktualizować. Wiktoriańskie aluzje polityczne obecne na kartach tej opowieści mało kogo już dziś obchodzą. Ale ten specyficzny, ironiczny uśmiech – symbol dystansu do sztywnego świata – pozostał. Śmiech Kota z Cheshire staje się maską, pod którą kryje się jego intuicyjna wiedza o chaosie tego świata. On uczy dorosłego czytelnika, że jedyną obroną przed szaleństwem otoczenia i naszych czasów jest... wyhodowanie własnego, wewnętrznego uśmiechu i zachowanie dystansu do rzeczywistości. Alicja w Krainie Czarów ukształtowała popkulturę. I - co więcej -  wyzwoliła nas z ciasnego gorsetu, jakim jest przedmiotowe traktowanie człowieka, nieustanne łajanie, brak zgody na indywidualizm, uleganie presjom i naciskom, ponieważ jako jedna z pierwszych dała nam prawo do bycia zagubionymi. W świecie, który wymaga od nas ciągłego profesjonalizmu, logicznego myślenia i powagi, Kraina Czarów pozostaje bezpiecznym azylem. Miejscem, w którym – jak mawiał Kot – „wszyscy jesteśmy szaleni”. I całe szczęście.

No a u mnie - nie co innego, jak OCZYWIŚCIE kolejna zakładka do książki w formie karty :-))









I na dziś to tyle.
Znikam tymczasem...
...ale tylko do czasu pokazania następnej karty ;-))

Dziękuję za każde dobre słowo pod adresem moich prac i postów. 

Chranna

środa, 2 września 2026

Biały Królik w naszym mózgu i między kartkami

   Kiedy Lewis Carroll wysłał małą dziewczynkę w pogoń za Białym Królikiem, nie stworzył jedynie bajki dla dzieci. Stworzył jeden z najbardziej precyzyjnych, choć ubranych w kostium absurdu, literackich opisów ludzkiej psychiki. Dziś, ponad sto sześćdziesiąt lat od publikacji Alicji w Krainie Czarów, neurobiolodzy i psychoterapeuci patrzą na ten tekst z rosnącym podziwem. Królicza nora nie znajduje się bowiem w ziemi – znajduje się pod naszymi czaszkami. Goniąc Białego Królika, Alicja nie podróżuje przez fantastyczną krainę. Ona podróżuje w głąb własnego, a zarazem naszego, nieświadomego umysłu.

   Kim jest Biały Królik? Nosi kamizelkę, nerwowo zerka na zegarek i bezustannie powtarza: „Spóźnię się, spóźnię się!”. Dla dorosłego czytelnika ten obraz jest aż nazbyt znajomy. Biały Królik to ucieleśnienie współczesnego neurotyzmu, lęku przed upływającym czasem i presji, którą sami na siebie nakładamy. Kiedy wpadamy w panikę, kiedy gonią nas terminy, a stres paraliżuje racjonalne myślenie, w naszych głowach zaczyna biegać ten sam mały, przerażony ssak. Alicja, ruszając za nim w pogoń, podejmuje decyzję, którą psychologia głębi nazwałaby konfrontacją z własnym cieniem. Wpada w króliczą norę – stan, w którym dotychczasowe mechanizmy obronne przestają działać, a kontrolę przejmuje podświadomość.

   Pogoń za Białym Królikiem bywa niebezpieczna – grozi zagubieniem, lękiem i psychicznym rozpadem. Jest jednak konieczna. Dopiero gdy odważymy się spaść w neurotyczną otchłań własnego mózgu i spojrzymy w oczy swoim wewnętrznym potworom, możemy – wzorem Alicji – obudzić się silniejsi, bogatsi o wiedzę, kim naprawdę jesteśmy. Nawet jeśli ten proces wymaga od nas odrobiny szaleństwa. W końcu, jak przypomina Kot z Cheshire: „Gdybyśmy byli normalni, toby nas tu nie było”.

Dziś przychodzę z zakładką do książki w formie karty. Zrealizowałam ją według wzoru Iryny Naniashvili. Wszystko poszło gładko.





A na nerwy, jak śpiewała Irena Kwiatkowska, to najlepsza jest "walerianka" 

😉😍



Koniec pracy nad kartą - zakładką do książki - oraz zrealizowanie sesji zdjęciowej ODTRĄBIONO! 

Pozdrawiam Odwiedzających i dziękuję za miłe komentarze pod poprzednim postem, życząc wszystkim pogodnej, słonecznej jesieni w dobrym zdrówku.

Chranna