Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft xxx. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft xxx. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 września 2026

Głowa w dół, czyli o tym, jak Królowa Kier rządzi naszym strachem

Witam ponownie w świecie Alicji.
Tym razem skupmy uwagę na jednej z głównych postaci tej genialnej książki: Królowej Kier.
Jest to portret autorytarnej władczyni, która, pomimo swej okrutnej natury, nie potrafi faktycznie zapanować nad swoimi poddanymi. 
Jej postać uosabia wszystko, co Alicja uważa za irytujące i irracjonalne, a ponadto budzące niezrozumiały dla niej lęk.
Mechanizmy takiego lęku zdają się być trzy.
Pierwszy to odrzucenie przez Królową empatii i miłości na rzecz własnej dominacji i rządzy władzy absolutnej. 
Drugi to brak jakiejkolwiek logiki w postępowaniu - wszelkie zasady, które ona wyznacza, zmieniają się nagle pod wpływem jakiegoś kaprysu i impulsu, bez jakiejkolwiek zapowiedzi, co prowadzi do absolutnego braku poczucia stabilności i bezpieczeństwa poddanych.
Trzeci to groźba najsurowszej kary, jaką jest ścięcie głowy, co musi powodować paraliżujący strach i zmuszać powinno do natychmiastowego wykonania rozkazów.
Projektantka poniższego wzoru doskonale oddała charakter tej postaci: krwista czerwień fryzury i ubioru z kryzą pod samą brodę - co symbolizuje zamknięcie - nieproporcjonalne ciało, rysunek wysoko uniesionych brwi, krzyczące usta, diaboliczne spojrzenie, rozkazujący gest z palcem wskazującym:


Początkowo Alicja ulegała lękowi przed nią, jak wszyscy poddani z Krainy Czarów. Z czasem jednak udało jej się ten lęk opanować i przeciwstawić się Królowej. 
Jak to osiągnęła? Przede wszystkim poprzez wnikliwe przyjrzenie się Władczyni i poznanie prawdy o niej. Najpierw Gryf wyjawił jej sekret, że okrzyki: "Uciąć mu głowę" nigdy nie są wykonywane. Z czasem, już  dzięki samodzielnemu myśleniu, zrozumiała, że ta okrutna postać jest tylko zwykłą figurą karcianą. Dalej poszło już gładko. Odważnie i kategorycznie odrzuciła absurdalną zasadę w procesie karnym:
- Głupstwo i nonsens! - powiedziała jak najgłośniej Alicja. - Cóż to     za pomysł: najpierw wydawać wyrok a rozważać go później!
Potem następuje bunt i niesubordynacja:
- Zamknij buzię! - powiedziała Królowa czerwieniejąc.
- Nie zamknę! - powiedziała Alicja.
A na koniec rzucenie odkrytej prawdy prosto w twarz: 
- Uciąć jej głowę! - wrzasnęła Królowa na cały głos.
- A któż się z wami liczy? - powiedziała Alicja. Jesteście tylko         zwykłą talią kart!
***
Tym razem moja zakładka przybrała więc formę karty do gry i prezentuje się tak:


Zanim jednak się to stało, trzeba było cierpliwości w oczekiwaniu na złotą mini koronę - koralik dystansowy - i czerwone kwiaty jako koafiurę. Ten czas wykorzystałam, przygotowując dwie tekturki w kształcie karty i spiralny sznureczek, który wykonałam czółenkiem do frywolitek, a następnie oplotłam go złotą nitką:


Nie przypuszczałam, że wszystko pójdzie tak gładko. Praca nad tą kartą sprawiła mi mnóstwo frajdy i satysfakcji :-))







Na tył zakładki wybrałam kreton z motywem nawiązującym do kryzy w stroju Królowej Kier:


Bardzo polecam tę kartę do wykonania. Praca przy niej daje mnóstwo frajdy, a efekt wart zachodu. 
Satysfakcja jest!
Dziękuję za wizytę, ogląd i komentarze... jeśli jeszcze ktoś tu do mnie zagląda...
Pięknej, pogodnej jesieni życzę i radości przy tworzeniu Waszych prac.
Chranna

niedziela, 6 września 2026

Uśmiech Kota z Cheshire

   Kiedy ponad 160 lat temu ekscentryczny matematyk Charles Dodgson – piszący pod pseudonimem Lewis Carroll – wymyślał historię dla małej Alice Liddell, nie mógł przypuszczać, że tworzy kod źródłowy dla nowoczesnej kultury masowej. Dziś, w XXI wieku, nie potrzebujemy już paszportu do Krainy Czarów. Jej fragmenty są wszędzie: w kinowych blockbusterach, tekstach piosenek, grach komputerowych, a nawet w naszych smartfonach.

   Aby zrozumieć fenomen Alicji, trzeba najpierw zrozumieć, przed czym uciekała. Carroll stworzył swój świat w epoce wiktoriańskiej – w czasach pedantycznego porządku, sztywnych norm społecznych i literatury dziecięcej, która miała przede wszystkim moralizować. Autor Alicji w Krainie Czarów zrobił coś bezczelnego: podarował światu bunt. Wywrócił logikę do góry nogami, pokazując, że zasady, którymi rządzą się dorośli, ich system wychowania i edukacji bywają absurdalne. Współczesna popkultura pokochała ten bunt. Bez Carrolla nie byłoby Latającego Cyrku Monty Pythona, czy surrealistycznych filmów Davida Lyncha. 

   Najbardziej fascynującym symbolem tej literackiej ekspansji pozostaje Kot z Cheshire. Zwierzę, które potrafi znikać, zostawiając po sobie jedynie lewitujący uśmiech, to genialna metafora samej popkultury. Rzeczywistość Carrolla mogła się zdezaktualizować. Wiktoriańskie aluzje polityczne obecne na kartach tej opowieści mało kogo już dziś obchodzą. Ale ten specyficzny, ironiczny uśmiech – symbol dystansu do sztywnego świata – pozostał. Śmiech Kota z Cheshire staje się maską, pod którą kryje się jego intuicyjna wiedza o chaosie tego świata. On uczy dorosłego czytelnika, że jedyną obroną przed szaleństwem otoczenia i naszych czasów jest... wyhodowanie własnego, wewnętrznego uśmiechu i zachowanie dystansu do rzeczywistości. Alicja w Krainie Czarów ukształtowała popkulturę. I - co więcej -  wyzwoliła nas z ciasnego gorsetu, jakim jest przedmiotowe traktowanie człowieka, nieustanne łajanie, brak zgody na indywidualizm, uleganie presjom i naciskom, ponieważ jako jedna z pierwszych dała nam prawo do bycia zagubionymi. W świecie, który wymaga od nas ciągłego profesjonalizmu, logicznego myślenia i powagi, Kraina Czarów pozostaje bezpiecznym azylem. Miejscem, w którym – jak mawiał Kot – „wszyscy jesteśmy szaleni”. I całe szczęście.

No a u mnie - nie co innego, jak OCZYWIŚCIE kolejna zakładka do książki w formie karty :-))









I na dziś to tyle.
Znikam tymczasem...
...ale tylko do czasu pokazania następnej karty ;-))

Dziękuję za każde dobre słowo pod adresem moich prac i postów. 

Chranna

środa, 2 września 2026

Biały Królik w naszym mózgu i między kartkami

   Kiedy Lewis Carroll wysłał małą dziewczynkę w pogoń za Białym Królikiem, nie stworzył jedynie bajki dla dzieci. Stworzył jeden z najbardziej precyzyjnych, choć ubranych w kostium absurdu, literackich opisów ludzkiej psychiki. Dziś, ponad sto sześćdziesiąt lat od publikacji Alicji w Krainie Czarów, neurobiolodzy i psychoterapeuci patrzą na ten tekst z rosnącym podziwem. Królicza nora nie znajduje się bowiem w ziemi – znajduje się pod naszymi czaszkami. Goniąc Białego Królika, Alicja nie podróżuje przez fantastyczną krainę. Ona podróżuje w głąb własnego, a zarazem naszego, nieświadomego umysłu.

   Kim jest Biały Królik? Nosi kamizelkę, nerwowo zerka na zegarek i bezustannie powtarza: „Spóźnię się, spóźnię się!”. Dla dorosłego czytelnika ten obraz jest aż nazbyt znajomy. Biały Królik to ucieleśnienie współczesnego neurotyzmu, lęku przed upływającym czasem i presji, którą sami na siebie nakładamy. Kiedy wpadamy w panikę, kiedy gonią nas terminy, a stres paraliżuje racjonalne myślenie, w naszych głowach zaczyna biegać ten sam mały, przerażony ssak. Alicja, ruszając za nim w pogoń, podejmuje decyzję, którą psychologia głębi nazwałaby konfrontacją z własnym cieniem. Wpada w króliczą norę – stan, w którym dotychczasowe mechanizmy obronne przestają działać, a kontrolę przejmuje podświadomość.

   Pogoń za Białym Królikiem bywa niebezpieczna – grozi zagubieniem, lękiem i psychicznym rozpadem. Jest jednak konieczna. Dopiero gdy odważymy się spaść w neurotyczną otchłań własnego mózgu i spojrzymy w oczy swoim wewnętrznym potworom, możemy – wzorem Alicji – obudzić się silniejsi, bogatsi o wiedzę, kim naprawdę jesteśmy. Nawet jeśli ten proces wymaga od nas odrobiny szaleństwa. W końcu, jak przypomina Kot z Cheshire: „Gdybyśmy byli normalni, toby nas tu nie było”.

Dziś przychodzę z zakładką do książki w formie karty. Zrealizowałam ją według wzoru Iryny Naniashvili. Wszystko poszło gładko.





A na nerwy, jak śpiewała Irena Kwiatkowska, to najlepsza jest "walerianka" 

😉😍



Koniec pracy nad kartą - zakładką do książki - oraz zrealizowanie sesji zdjęciowej ODTRĄBIONO! 

Pozdrawiam Odwiedzających i dziękuję za miłe komentarze pod poprzednim postem, życząc wszystkim pogodnej, słonecznej jesieni w dobrym zdrówku.

Chranna

piątek, 14 sierpnia 2026

Załóżmy, że to ma sens...

   Witajcie po miesięcznej niemalże przerwie.
A powitałam Was tytułem przewrotnym z uwagi na etykietkę: nurt nonsensu i absurdu w literaturze, jaką od lat przykleja się do powieści fantastycznej Lewisa Carrolla. Oczywistym jest, że Alicja śni swoje przygody. Wiemy też, że w fazie REM każdego naszego snu obszary emocjonalne i pamięciowe działają bardzo intensywnie, przez co mózg swobodnie łączy luźne fakty oraz emocje w dziwne opowieści. Znacie to z własnych doświadczeń Waszych snów, prawda? 
Zatem sen Alicji opowiedziany przez pisarza nie jest nonsensem, lecz głęboko sensowną projekcją fazy REM! Takie są bowiem REALIA snów.
   Kto mnie zna, ten wie, że utwór ten to mój kolokwialny bzik. I wszystko, co ma z nim związek też. Nic więc dziwnego, że chodziła za mną druga zakładka do tej książki, jako że poprzednia została komuś podarowana.
   Zakładkę tę skomponowałam z trzech osobnych motywów, które "uwolniłam z butelek". Są to wzory marki RainbowHunter. Projektantką ukrywającą się pod tą marką jest pochodząca z Ukrainy artystka Nadija Safo.
   Mam nadzieję, ze udało mi się moją karcianą rozsypanką i nie przypadkowym, lecz zamierzonym chaosem w kadrach oddać poetykę snu oraz nastrój tej genialnej, onirycznej opowieści powstałej z wyobraźni pisarza. Oddać owe marzenia senne - stan, w którym nie działa zwykły porządek czasu i miejsca, a zamiast twardych zasad i praw fizyki logiką stają się luźne skojarzenia i silne, jakże realne emocje. Chciałam, by zdjęcia otworzyły oglądającym wrota do snu, gdzie chwila potrafi trwać wiecznie, a zdarzenia wynikają jedno z drugiego w sposób - na jawie - poczytywany jako absurdalny. Gdzie postaci, miejsca i przedmioty nagle stają się czymś zupełnie innym.
   W tych kadrach moja zakładka tak się prezentuje:









Zakładka składa się z dwóch naklejonych na siebie części. Wierzch z haftem podklejony białym sztywnikiem krawieckim, by nic nie przebijało przez len, i tył z kretonem. Obie części dodatkowo usztywnione grubszą folią.





Tytuł dzisiejszego wpisu ma jeszcze jeden aspekt: jest namysłem do rozważenia przeze mnie, czy dalsze prowadzenie tego blogu ma jeszcze sens...
I to już wszystko na dziś. 
Kto wraca powoli z wakacji, niech wraca bezpiecznie, a kto dopiero wybiera się na wypoczynek... niech zatankuje tanio 😊
Pięknych, słonecznych dni sierpniowych Wam życzę. I jak zawsze dużo zdrówka.
Dziękuję też za wszystkie miłe komentarze pod poprzednimi postami. Miło, że jeszcze ktoś tu do mnie zagląda. W podziękowaniu dla Was taki letni obrazek z Przestrojnikiem jurtina (z rodziny rusałkowatych) złapanym moim obiektywem:



Chranna
  

wtorek, 21 lipca 2026

Ojej, ojej! Spóźniłam się?!

   Z moich, od zawsze, fascynacji Alicją z Krainy Czarów, podążając za Białym Królikiem w świat nierealny, z elementami mistyki i surrealizmu, gdzie przestrzeń i czas ulegają deformacjom, a królicza nora ciągnie się w nieskończoność, jak sen, fantazja i wyobraźnia, które niech trwają nieprzerwanie, kiedy tylko zapragniemy - powstał ON.



Wzór opracowała 
Виктория Ивченко czytelnie i jasno, jednak nie bez mitręgi dla wyszywających. Spora liczba mixów kolorystycznych i ćwiartek krzyżyków oraz częste zmiany koloru nitki po kilku xxx dawały troszkę w kość, zwłaszcza że w odcieniach tego samego koloru różnice zdają się niewielkie, przez co trudno było zorientować się, gdzie wkłuć igłę przy kreseczkach (backstitch'ach). Te utrudnienia widać zwłaszcza na oku królika, z gąszczem ćwiartek xxx wykonanych dwiema nitkami... 


Wkłuć się w ten gąszcz potem przy konturach było niemałą ekwilibrystyką. Ale wysiłków nie żałuję, bo dzięki temu uzyskany został efekt wypukłego oka, czyli trójwymiarowości. Mam nadzieję, że widać go na powyższym zdjęciu.


Ciągle sobie powtarzam, że muszę fotografować oprawione obrazki, zanim umieszczę wyhaftowany len za szybką, ale tutaj dystans w ramce był tak mały, że tylna ścianka ledwo go domknęła. Bez szybki wszystko byłoby mniej stabilne, więc zdecydowałam się docisnąć tkaninę i zdjęcia w oprawie wyszły nie tak ostre, jak mogłoby być. Nie obyło się też bez niemiłych niespodzianek przy oprawianiu. Okazało się, że tkaninę przed rozpoczęciem haftu przycięłam zbyt skąpo, choć wydawało mi się, że idealnie do okna ramki, w której postanowiłam umieścić królika. Konieczne było passe-partout, które jednak nie mieściło się z powodu małego dystansu, o którym wspomniałam. Musiałam przyciąć je ze zwykłego arkusza papieru. Postawiłam na delikatny, pudrowy róż, jakim wyszyte są uszy, ale nawet w hurtowni papieru nie dostałam takiego bladego pastelu, jaki sobie wymarzyłam. No cóż, musiałam się zadowolić tym, co jest.
 

Koniec końców myślę, że tragedii nie ma. Od kilku dni obrazek cieszy oko w wersji, jak widać, a postawiłam go w jadalni na oszklonej witrynie z moimi filiżankami i serwisami. 
W końcu przecież opowieść o Alicji w Krainie Czarów kojarzy się z szalonym podwieczorkiem, a podwieczorek z herbatką w filiżance, prawda?
Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze tu do mnie zaglądają. Trochę mi smutno, że Goście są tu nieliczni, ale cóż - podobno wraz z rozwojem coraz doskonalszych sposobów komunikacji czeka nas czas wielkiej samotności...  
Miejcie się dobrze, oddawajcie się swoim pasjom, nie zapominajcie o mnie i niech Wam się przyśni........


:-))

Chranna


czwartek, 16 lipca 2026

Smile

"Uśmiech bywa jak dobry film: zostaje w pamięci długo po napisach końcowych"... 


Taka zakładka chodziła za mną długo. Skomponowałam ją według własnego pomysłu. Ostatecznym asumptem do jej wykonania było smutne wydarzenie: odejście Stanisława Janickiego - twórcy kultowego programu telewizyjnego "W starym kinie". Program ten po trzydziestu pięciu latach ostatecznie zszedł z anteny Telewizji Polskiej 25 maja 2000 roku. Władze TVP uznały wtedy, że nie pasuje on do komercyjnej ramówki. Kończy się misja edukacyjna telewizji jako coś zbędnego... Od tamtego czasu telewizja oscyluje wokół taniej rozrywki schlebiającej plebejskim gustom i... schodzi na psy, karmiąc nas zalewem szmiry i głupkowatych reklam. Panu Stanisławowi trudno się było z tym pogodzić. Mnie też...
Dokładnie w tym samym dniu 26 lat później umiera twórca tego znakomitego programu, niezapomniany, wielkiej klasy Stanisław Janicki. Całe jego życie było prawdziwą, humanistyczną miłością do sztuki filmowej.






Dziś pozostaje nam wspominać z ciepłym uśmiechem magię tamtej telewizji...



Z pozdrowieniami
Chranna