Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolekcja koników. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolekcja koników. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 stycznia 2012

Wciąż bogatsza

Witam Was, moi mili :)
Wokół biadolenie, narzekania, strach przed kryzysem, co to ma dotknąć naszą "zieloną dotąd wyspę", a ja staję się coraz bogatsza. Wszystkiego mi przybywa: lat, siwych włosów, zmarszczek, doświadczeń wszelkich, a więc pewnie i rozumu :))) no i... przybyły mi ostatnio dwa nowe koniki do mojej stajni. Taki metalowy w kropeczki, ze złoceniami: 


I cudny gałgankowy rumak, wymyślony i uszyty przez "masiuki":


Wzbogaciłam się też o trzy większe kawałki kanwy - w krateczkę i serduszka oraz  w arabeskę. Ale to nie koniec. Potrzebowałam jeszcze małych kawałków zielonej, bladoróżowej i brązowej no i kilku brakujących kolorów muliny do haftu z okazji złotych godów wujostwa:



Mogłam wreszcie postawić wczoraj pierwsze krzyżyki na arabeskowej kanwie. Haftuję mulinami DMC i trzema Ariadny. W ramach własnego programu oszczędnościowego w związku z zapowiadanym nasileniem kryzysu powzięłam postanowienie, że tam, gdzie kolory DMC i Ariadny pokrywają się w stu procentach, będę stosować tę drugą, tańszą mulinę ;)


Pora też pokazać niewielki na razie postęp w haftowaniu ikony. Kanwa niemiłosiernie wygnieciona, bo dość duży kawałek, ale postanowiłam nie przekłamywać rzeczywistości i nie wyprasowałam. Przecież nie prasujemy materiału po każdych kilku postawionych krzyżykach, prawda? No więc tak wygląda teraz mój "gniot":


Na razie bardzo monotonnie, ale już pomalutku pojawiać się będą nowe kolorki :)
Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze. Trzymajcie, proszę, kciuki za powodzenie moich projektów :)

sobota, 31 grudnia 2011

Bez fajerwerków...

... ale przyjemnie zamierzam pożegnać stary i przywitać nowy rok 2012 :) Już od wielu lat spędzam Sylwestra w domu. Najczęściej sama. Ale bynajmniej nie należy mi współczuć. Bo ja za zabawą tego dnia nie przepadam. Cieszyć się na zapas z nadejścia nowego roku, kiedy tak na prawdę nie wiadomo, co nam przyniesie, to, moim zdaniem, co najmniej... dyskusyjne. Nie, żebym była pesymistką, ale fajerwerki wydają mi się jakby przedwczesne. A jeśli już koniecznie, to raczej w podzięce i z radości, że w jakiej takiej kondycji udało się przeżyć ten rok mijający, którego zawsze mi troszkę żal. No bo przecież nie był taki zły, skoro pozwolił nam dotrwać aż do dziś :)
W domu nadal czarowna aura. Przed nami wszak jeszcze święto Trzech Króli. Jodła pod sufit ze świecącymi na biało lampkami:


Gdzieniegdzie delikatne akcenty świąteczne. Nie za wiele, bo w mieszkaniu każdy kącik i każda ściana zagospodarowane do granic możliwości i na dekoracje miejsca niewiele. Ale są.
W kuchni:


 

  
W jadalni: 


 




 


I w pozostałych pomieszczeniach: 





Do tego serduszka zawieszonego obok aniołka mam szczególny sentyment, bo wykonała je dla mnie Kinia i wręczyła na Naszym pierwszym spotkaniu w Krakowie, gdzie uczyła mnie podstaw hardangera a ja Ją frywolitki :) Pamiętamy o sobie do dziś i mamy nadzieję na wiele kolejnych spotkań robótkowych i przyjacielskich, prawda, Kinguś?
Wielka radość w sercu. Bo przecież spłynęło do mnie, również od Was, kochani, tyle dobrych, życzliwych słów - w komentarzach, mailach, na kartkach: 

Tu i teraz jeszcze raz bardzo za nie dziękuję.
Wraz z karteczkami przywędrowały do mnie również miłe prezenciki wymiankowe, ale pisałam o tym już wcześniej. Za to nie napisałam dotąd o jednym. A mianowicie o przeuroczym koniku, a właściwie nawet o dwóch, bo jeden jest drewniany, a drugiego wyszyła dla mnie na plastikowej kanwie. Kto? No oczywiście moja kochana Kinga, o której wspomniałam wyżej. Konik haftowany wylądował na karteczce, ale ja karteczkę "zdemontowałam" - Kiniu, wybacz - bo stwierdziłam, że takie cudo nie powinno spoczywać na dnie pudła z kartkami, tylko zawisnąć na choince w postaci zawieszki. Popatrzcie teraz na koniki od Kingi: 

  

Czyż nie są cudne? 
Do koperty Kinga wrzuciła jeszcze garść guziczków, bo wiedziała, że mi takich brakuje :)
Kiniu kochana, jesteś niesamowita! Ogromnie dziękuję za te chwile radości wielkiej po rozpakowaniu przesyłki i ślę sylwestrowo - noworoczne uściski!
A skoro już o konikach mowa, to do mojej skromniutkiej kolekcji, o której pisałam tu, dołączyły jeszcze takie:




No i jak tu się nie cieszyć z minionego roku i nie czekać z optymizmem na kolejny?
Czekam więc. 
Szafeczka na kółkach już nakryta do uczty sylwestrowej - niebawem podjedzie w pobliże mojego biurka z laptopem, przy którym wraz z Wami (a ściślej, podziwiając wasze rękodzieła na blogach) oraz z nieodłączną, wierną towarzyszką Nitką Czarodziejką i od czasu do czasu igiełką w ręce będę witać nowy rok - bez fajerwerków, ale z harmonią, nadzieją i radością w sercu :))) 


Właśnie wyjęłam z piekarnika ostatnią blachę ciasteczek morelowych z kardamonem i cynamonem. Pozostaje mi dokończyć dekorowanie, zaparzyć kawkę i... witajcie błogie chwile w domowym zaciszu :)))




Wszystkim, którzy tu do mnie zawitają w najbliższym czasie, życzę jak najlepszego roku 2012. Niech się zrealizują plany, powiodą najśmielsze przedsięwzięcia. Niech Nam Bóg dopomoże, a los pozwoli przeżyć go mądrze i radośnie :)

czwartek, 18 sierpnia 2011

Poszły konie po betonie, czyli co w mojej "stajni" rży :)

Dziś nie będzie robótkowo, bo u mnie w dalszym ciągu bieżnik frywolitkowy w łapkach. Pokażę za to skromniutką kolekcję moich koników - ozdobników. To dopiero początek, ale mam nadzieję, że z czasem będzie ich przybywać i to coraz piękniejszych.
Na pierwszy ogień malutki, biały konik ceramiczny:


Potrzebny mi był do zdjęcia kartki okolicznościowej, którą wykonałam dla serdecznej Koleżanki z okazji Jej ślubu:



Następny konik został kupiony tego lata za zawrotną sumę 10 zł:


A ten bożonarodzeniowy to prezent dla mojej Córki pod choinkę i kiedyś przyjdzie mi się z nim rozstać :( Ale Dziewczę było zachwycone, a to najważniejsze. Na szczęście znalazłam podobny w necie:


Czerwonego kupiłam w Pszczynie. Stareńki jest już bardzo i kopytko ma troszeczkę uszkodzone, ale tym bardziej go lubię:


Metalowego otrzymałam od mojej kochanej Przyjaciółki Danusi:


I ostatni, jak na razie, wypatrzony daaawno temu w galerii artystów plastyków w Kłodzku:


Chętnie zobaczę Wasze kolekcje, nie tylko koników. Myślę, że warto pokazywać je na własnych blogach, bo wiele o nas mówią :)
Buziaki dla wszystkich odwiedzających :)