piątek, 29 listopada 2013

Wszystko stworzenie, śpiewaj Panu swemu ;)

W piątkowe południe przedstawiam Wam pierwszego kota z kanwy, na której kładę krzyżyki ostatnio :) Jeszcze jego koleżka, latarnia i podpis :)






Z tymi "two vertical half stitches" na grzbiecie książki mocno przekombinowali. Gdy będę haftowała obrazek na lnie, z pewnością zmodyfikuję ten fragment haftu, bo mi się bardzo nie podoba. Z prześwitami tez, niestety, trzeba się liczyć, gdy haftujemy na 14 ct :(
Ale... pierwszy kot za płot :D
Dziękuję za dobre słowa pod poprzednim wpisem :) 
Dobrego odpoczynku w weekend :)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Kiedy przestanie Cię cieszyć pierwszy śnieg

Dziś mija jedenaście lat od momentu odejścia mojej Mamusi. Razem ze swym bliźniaczym bratem byli najmłodszymi z sześciorga dzieci. Miała zaledwie pięć lat, kiedy straciła swego Tatę. Babunia została wdową, a gdy ja przyszłam na świat, miałam to szczęście, że zamieszkała z nami. I z nami szczęśliwie doczekała mojego wesela. 
Odkąd pamiętam, miała śnieżnobiałe włosy.
Gdy byłam małą dziewczynką, zapytałam ją:
- Babciu, a kiedy ja się zestarzeję?
Babcia zamyśliła się na chwilkę i odpowiedziała:
- Kiedy przestanie Cię cieszyć pierwszy śnieg.
Dotąd każdego roku, późną jesienią z radością go wyczekuję. Uwielbiam śnieg, bo kojarzy mi się z Babcią Weroniką o śnieżnobiałych włosach. 
Dziś mija jedenaście lat od momentu odejścia mojej Mamusi. I właśnie dziś w nocy, jakby na pocieszenie, SPADŁ PIERWSZY ŚNIEG TEGO ROKU na drzewa pod moim oknem :)
Powitałam go z radością i pobiegłam na balkon, żeby to upamiętnić.


Chyba wciąż jeszcze się nie zestarzałam :)

niedziela, 24 listopada 2013

BASTA!

W szarą, a jednak wspaniałą niedzielę, witam się z Wami jak najmilej :)
Bo mnie tu tęsknota przygnała :)
W minionym tygodniu u mnie dalej dzwoniło i śnieżyło:


Bez przykrości, bo bardzo to lubię. Od dość dawna postanowiłam sobie, że tylko to będę robić w życiu, co lubię. A jak trzeba zrobić coś, czego się kiedyś nie lubiło, to należy znaleźć taki sposób, żeby polubić. I tyle :)))
No więc szczerze lubię tę moją śnieżycę i dzwonkowanie! Ale basta.
Bo się zachciało powrotu do xików :)
Zwłaszcza że od roku leżał sobie na dnie szuflady zakupiony na wyspach zestaw. No to wyjęłam:


Ach, jak cieszą mnie te lśniące niteczki! Nawet jeśli na początku są w nieładzie ;)


Będzie coś dla kociar :) Choć sama jakąś szczególną miłośniczką kotów nie jestem, to jednak ilekroć patrzę na te rozdarciuchy, usta same się układają w kształt banana końcami w górę :)
Trochę mi się nie podoba, że to kanwa 14 ct. Dla mnie zdecydowanie za gruba. No i w ogóle, że kanwa, nie len. Ale dali, to wykorzystam. Może dla jakiegoś dzieciaka będzie... A jak mi się zechce, to popełnię kiedyś powtórkę na lnie ;
Jak zwykle gorąco dziękuję za Waszą obecność u mnie i cieszę się, że mogę podziwiać wspaniałe prace, wpadając do Was z rewizytą. 
No to do roboty! Opuszczam Was z przykrością i biegnę stawiać pierwsze krzyżyki z radością :)
Do miłego zaś!
Wasza Chranna


czwartek, 14 listopada 2013

Szydełkowy śnieżek i inne nitkowe ekscesy...

Witam wszystkich w mojej "Nitce..." dziś bardzo nitkowo :)
Chwaliłam się w ostatnim wpisie, co dostałam od Anstache, to teraz pora pokazać moje wymiankowe drobiazgi, które poleciały w świat :) 
Najpierw śnieżynki. Dwadzieścia płateczków, każdy wzór inny, bo za powtórkami nie przepadam :)

Szydełkowałam od rana do wieczora, bo jak się w coś wkręcę, świata nie widzę poza robótką.
I wtedy to takie moje... momenty ciszy... 
W kubku nie ma herbaty ani kawy, bo służył mi tym razem do trzymania szpuli dla wygody przy odwijaniu nitki.
Mam nadzieję, że śnieżynki się spodobają...
Ciekawa jestem, czy przyjdzie kiedyś taki czas, że i dla siebie uplotę co nieco, bo dotąd, jak to się mówi, ja - szewc bez butów chodzę. A marzy mi się choinka jak panna młoda - ubrana tylko w biel, krem i jasne złoto, z delikatnymi pojedynczymi akcentami oberżyny...
No to tyle ja na temat śnieżynek. A natura? Popatrzcie tylko na zdjęcia kryształków lodu...  
Zdjęcia pochodzą z różnych miejsc w sieci
Jak dla mnie genialna kreacja!
Poleciał też frywolitkowy dzwoneczek wg wzoru Renulkowego. Plotło mi się go bardzo przyjemnie i z efektu jestem zadowolona. Ukłony dla Renuli za wzorek :)


Przepraszam za fatalną jakość zdjęć tego dzwoneczka. Jest leciutki jak piórko i wiatr wyprawiał z nim harce... Ale kształt i splot widać ;)
W ślad za śnieżynkami udały się w podróż oczywiście saszetki z lawendą. Sztuk dwie. Bo jedna haftowana, wybrana przez Anstahe i pokazywana wcześniej tu (klik). A druga niespodziankowa i zupełnie inna niż poprzednie - okrągła, no i frywolitka na tiulu. Pomysł podpatrzony na jednym z zagranicznych blogów. Skończyłam bardzo późno w nocy, więc pierwsza fotka na gorąco, przy sztucznym oświetleniu lampą. Następne już w dziennym świetle, pokazujące saszetkę na różne sposoby, jak to zwykle u mnie :)))



I malutki dodatek  w postaci magnesu na lodówkę. Anstahe pokazywała na blogu swoją lodówkę z magnesami z różnych stron świata, więc do kolekcji wyhaftowałam holenderską :)
Tu w trakcie krzyżykowania na moich kolanach, w asyście promyków popołudniowego, jesiennego słonka. Nieśmiałych, ale jednak!
A tu już gotowy:

A jeśli już o jesiennym słonku mowa, to popatrzcie, jakie światełko złapałam ostatnio w domu obiektywem mojego aparatu:
Czy udało mi się choć troszkę ocieplić ten dzisiejszy śnieżny wpis?

W minionym tygodniu otrzymałam też przesyłkę, która sprawiła mi wielką radość. Edytka podzieliła się ze mną kawałkiem tkaniny, która tak bardzo mi się spodobała, gdy zobaczyłam ją w pasmanterii Inspiracja. W delikatne prążki lawendowe, z równiutkim splotem do drobnych krzyżyków. Edyta haftuje na niej swoje cudne woreczki na lawendę.

W paczuszce był też bawełniany sznureczek, taki, jakiego nie widziałam dotąd nigdzie indziej. Ślicznie skręcony i mięciutki, bardzo plastyczny :) Często tak jest, że składamy w darze to, co nam zbywa. Rzadziej natomiast potrafimy się dzielić tym, czego nie mamy w nadmiarze. Edyta potrafi. A ja bardzo to sobie cenię i dziękuję wdzięcznym sercem :)


Na koniec muszę się pochwalić, że mój woreczek znalazł uznanie w wyzwaniu Szuflady - "Guziki" 



I od razu o jeden uśmiech więcej na mojej buźce :)
Wszystkim pozostałym wyróżnionym gratuluję pięknych prac :)

U Was na blogach przygotowania do Świąt idą pełną parą :) Ja tym razem postanowiłam skupić się na  istocie w ich przeżywaniu. Czy mi się uda? Zobaczymy...
Dziękuję za wszystkie krzepiące komentarze i wszystkie życzliwe słowa, za schematy haftów, które spodobały mi się na Waszych blogach oraz każdą okazaną mi życzliwość :) Z wielką radością witam też nowe Obserwatorki, które zechciały rozgościć się na dłużej tu u mnie :)
Do następnego blogowego spotkania :)

poniedziałek, 4 listopada 2013

Transferowe cudowności od Anstahe

Witajcie :)
Dziś chciałabym podzielić się moją radością z cudnej paczuszki, jaka w ubiegłym tygodniu przyfrunęła do mnie od Anstahe. Transferów na tkaninie nigdy nie próbowałam, a podobają mi się od zawsze. A już odkąd zobaczyłam Jej obłędne ubranka na słoiczki z grzybami, to poprosiłam o takie. No i umówiłyśmy się na wymiankę. Oczekiwałam więc tych "ubranek", tymczasem kiedy pan listonosz przytargał do domu paczkę, zaskoczyły mnie jej pokaźne wymiary. Otworzyłam i... zobaczcie, co znalazłam!


Pudełko "na różne szpargały", jak to określiła Anstahe :) pięknie ozdobiony segregator i słoiczek ubrany dla przykładu :) Ale jak otworzyłam pudełko, to dopiero się działo!






MOJA PIERWSZA MATERIAŁOWA TORBA NA ZAKUPY!
No i co Wy na to? Bo mnie po prostu oszołomiła ilość tych cudnych darów :))) 
Kochana, dziękuję najpiękniej, jak potrafię :)
Szydełkowy śnieżek dla Ciebie powstaje sukcesywnie, choć powolutku ;)


No to zmykam do szydełka :)))
Miłego dnia!