poniedziałek, 23 grudnia 2013

"PODRÓŻ"

A podobno jest gdzieś ulica
(lecz jak tam dojść? którędy?)
ulica zdradzonego dzieciństwa,
ulica Wielkiej Kolędy.
Na ulicy tej taki znajomy,
w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
stoi dom jak inne domy,
dom, w którymżeś się urodził.
Ten sam stróż stoi przy bramie.
Przed bramą ten sam kamień.
Pyta stróż: "gdzieś pan był tyle lat?"
"Wędrowałem przez głupi świat".
Więc na górę szybko po schodach.
Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
I brat, co miał okarynę.
Potem umarł na szkarlatynę.
Właśnie ojciec kiwa na matkę, 
że już wzeszła Gwiazdka na niebie,
że czas się dzielić opłatkiem,
więc wszyscy podchodzą do siebie
i serca drżą uroczyście
jak na drzewie przy liściach liście.
Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie
Blask świeczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata, płynie
kolęda na okarynie:

LULAJŻE, JEZUNIU,
MOJA PEREŁKO,
LULAJŻE, JEZUNIU
ME PIEŚCIDEŁKO...

Konstanty Ildefons Gałczyński


Moim i Waszym Bliskim, którzy już odeszli, z wdzięcznością wielką, że kiedyś byli razem z Nami przy wigilijnym stole, dedykuję.

5 komentarzy:

  1. hm... zadumałam się,
    z szumem oceanu w tle...
    zadumałam się i zapatrzyłam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Odbytłas podróż :)
    Wielka jest moc słowa. Przez oceany niesie nas :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam ten wiersz Gałczyńskiego...
    Dziękuję, że go przywołałaś...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wzruszyłam się bardzo. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za poświęcony czas i cenny komentarz. Zapraszam znów :)