środa, 24 sierpnia 2011

No i jest!

We wcześniejszym poście pisałam, ze głowię się nad brzegiem bieżnika - frywolitkowego salonowca. Wymyśliłam i wyplotłam ten brzeżek na wygodnym balkonowym leżaku. A te dwie zgrabne nóżki w niebieskich spodniach, to moje własne:


Kiedy plotę te swoje koronki na balkonie, w zasięgu ręki prócz pojemniczka z motkiem, czółenek i takich tam innych przyrządów obowiązkowo stawiam kawkę. Tak było i tym razem:


A na jednym z modrzewi, które rosną pod moim oknem, przysiadał codziennie kos i dawał cudowny koncert. Czy to znak, że bieżnik wyjdzie koncertowo? Oby tak było:


Wreszcie koniec. Czółenka odłożone, wszystkie sterczące nitki (w ilości 242) wszyte w słupki. I tu dygresja - durna baba ze mnie, bo do wszywania na początku próbowałam użyć igieł samonawlekających i dopiero po złamaniu sześciu wpadłam na to, że to zły pomysł :D Ale nic to. Bieżniczek uprany i wykrochmalony. Mogłam więc przystąpić do prasowania. Podczas tej czynności trzeba nadać kształt wymęczonej w kąpieli koronce. Szczególnie pikoty dały mi się we znaki. Te niesforne pętelki jak na złość uwielbiają wywijać się w spód i trzeba każdą z osobna przywołać do porządku i pokazać, gdzie jej miejsce. A jest ich w tym bieżniku... bagatela...tylko 3840! Zajęło mi to dwa dni:


Czas na prezentację gotowego salonowca. Tak wygląda fragment:


A tak cały:


Kiedy robię coś większego, zawsze mam problem z prezentacją całości, ale mam nadzieję, że fotka daje jakieś wyobrażenie, choć powiem nieskromnie, że nie oddaje ona rzeczywistego uroku tej koronki. 
Wymiary: 102 x 52 cm. Praca nad tym bieżnikiem zajęła mi 3 miesiące, z dziesięciodniową przerwą podczas pobytu z dziećmi na zielonej szkole, bo tam raptem kilka ruchów czółenkami udało mi się zrobić. Teraz pozostaje już tylko zapakować, zaadresować i wysłać "na salony". 
Po każdej dużej pracy zawsze sprawiam sobie małą przyjemność. To już rytuał i myślę, że godny polecenia.
Ale o tym będzie już w następnym poście :)

15 komentarzy:

  1. prezentuje się pięknie!!!

    a ilość nitek do schowania i pikotek do porządkowania wzbudza mój wielki podziw!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny jest. Pani Joanna na pewno będzie szczęśliwa mając takie cudeńko u siebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawdziwe cudo:0 Dla mnie ta technika jest nieosiągalna, więc tym bardziej podziwiam. Aha, nie jestem tą Joanną od bieżnika, czego bardzo żałuję....

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowity, fantastyczny bieżnik - wielki szacun :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest po prostu coś NIESAMOWITEGO. I zdecydowanie nadaje się tylko na salony, na publiczny widok - chować coś takiego to wręcz grzech.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojejciu Pani to ma końskie zdrowie do tych niteczek. Ja bym chyba robił taki obrus kilka lat. Nie to nie dla mnie raczej ale wygląda bardzo elegancko.
    Dobrego dnia Kuba.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękny, uwielbiam frywolitę!

    OdpowiedzUsuń
  8. Śliczny, mi na odwijanie niteczek nie starczyłoby cierpliwości nie mówiąc już o zrobieniu takiego cuda :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bieżnik rewelacyjny!! nie mogę wyjść z podziwu. Gratuluję talentu i cierpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
  10. o wow! bieżnik jest przepiękny, delikatny, subtelny jak mgiełka! niesamowity naprawdę :)
    Przy okazji dziękuję za wizytę u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz nowy kubek! :O mam nadzieje, ze moj sie dobrze sprawuje ;) gratuluje bieznika! :*

    OdpowiedzUsuń
  12. ożesz by to! na digarcie widziałam zaczątki tej robótki, tak mi się przynajmniej wydaje, pokazywałaś, prawda? no i nie myślałam, że już skończyłaś :) efekt powalający!

    OdpowiedzUsuń
  13. Niesamowicie piękna ta serweta, moje gratulacje, jestem pełna podziwu. Cieszę się, że mogłam zobaczyć takie cudo.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Just wandered onto your blog from Patricia's blog and saw this beautiful tatting! That is absolutely gorgeous!! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za poświęcony czas i cenny komentarz. Zapraszam znów :)