środa, 7 marca 2012

Stara miłość nie rdzewieje

A mowa o mojej miłości dawnej, gdzieś zagrzebanej na lat kilkadziesiąt, ale jak widać nie porzuconej bezpowrotnie, do... mereżek i różnych dawniej wykonywanych ściegów hafciarskich. Bo kiedy zakupiłam sobie książkę Effie Mitrofanis "Mereżki i hafty igłą wyplatane", miłość odżyła. Od razu wiedziałam, że kremowy woreczek z haftem w lawendowo - musztardowo - złocistej kolorystyce według tej projektantki prędzej czy później popełnię. Potrzebne materiały częściowo zgromadziłam i czekałam na odpowiednią sposobność. Bo żeby zrobić coś dla siebie, trudniej jest mi się zmobilizować niż wtedy, gdy pojawia się chęć obdarowania kogoś wyjątkowego.
No i pragnienie takie pojawiło się. Dokupiłam więc resztę tego, co było potrzebne, tydzień pracy, czy raczej tydzień przyjemności wielkiej, radości tworzenia i... jest :)




Wiem, że woreczek dotarł już w miejsce przeznaczenia i jest w godnych rękach. To właśnie on był tym tajemnym przedsięwzięciem, zapowiadanym w poprzednim poście :)
Ciekawa jestem, co też będzie w nim przechowywać jego Właścicielka?
Dokumentowałam zdjęciami przebieg pracy, więc jeśli uważacie, że warto, chętnie pokażę w następnym poście, jak powstawał, przedstawię dane techniczne, podzielę się swoimi dylematami i trudnościami, na jakie natrafiłam podczas wykonywania woreczka :)
Mam nadzieję, że dzięki tulipanom troszkę bardziej wiosennie zrobiło się na moim blogu :)
Dziękuję za Waszą cierpliwość w oczekiwaniu na tę odsłonę :)

18 komentarzy:

  1. Ale cudeńko :)
    Jestem pełna podziwu dla takiej twórczości. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. O mamuś, ale piękny. W takim woreczku, to tylko jakieś skarby można trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. piękny, chętnie zobaczę jak to cudo powstawało

    OdpowiedzUsuń
  4. Woreczek cudowny!!! Koniecznie podziel się przebiegiem pracy nad nim. Też kupiłam sobie książeczkę o mereżkach, ale na razie odstawiłam na półkę, nie mam odwagi się za nią zabrać:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mereżki to dla mnie prawdziwa magia, tym bardziej podziwiam!
    Ja też jestem ciekawa, jak powstaje takie cudo :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. O matko, jakie to piękne!!!!!! Prawdziwe cudo, nigdy takiego nie potrafię zrobić. Podziwiam i z przyjemnością popatrzę, jak to się robi, podziel się wiedzą, proszę:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę Ci powiedzieć, że te Twoje mereżki są przepiękne! To chyba ogromnie trudne? Tak przynajmniej wygląda. Nigdy nie robiłam mereżek:((( Pozdrawiam e

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudeńko, chętnie poczytam i pooglądam etapy powstawania woreczka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aniu, koniecznie pokaż etapy powstawania tego woreczka:-)
    A on sam... jest już w moim posiadaniu:-) Jest piękny. Po mistrzowsku wyszyty i wykończony. Wspaniały.
    Już wiem co w nim będę trzymała, ale powiem o tym dopiero jak sama zrobię zdjęcia i pochwalę się na blogu.
    Z całego serca dziękuję:-*

    OdpowiedzUsuń
  10. woreczek zachwycający. Ciekawość wykonania kwiecia ogromna!

    OdpowiedzUsuń
  11. Igłą wyplatane? Brzmi ciekawie. Dzieki za tytuł publikacji. A efekt - powalający!

    OdpowiedzUsuń
  12. Chranno, wielkie uznanie, stworzyłaś cudeńko.Woreczek wykonany po mistrzowsku!!!Piękna ta mereżka i chyba niedoceniana, pokazałaś jej subtelny urok!

    OdpowiedzUsuń
  13. no proszę, i wyczarowałaś! przepiękny ten woreczek! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nieustannie jesteśmy pełne zachwytu! Przepiękny!

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudny!! Jestem pod ogromnym wrażeniem. Jesteś Czarodziejką :))

    OdpowiedzUsuń
  16. Edytko, to nie ja, to nitka :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudeńko!!! Bardzo chętnie zobaczę jak powstawał :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za poświęcony czas i cenny komentarz. Zapraszam znów :)