piątek, 10 lutego 2023

Renifer w sweterku

Puk! Puk!
Czy jest tam kto?
Nadzieję mam, że tak... Bo tak miło mi Was tu gościć, choć mam wrażenie, że coraz Nas tu, w blogosferze, mniej.
A szkoda wielka...
Na początku mojego pisania chcę wszystkim z całego serducha podziękować za życzenia świąteczne i noworoczne zostawione w komentarzach pod poprzednim postem 😘💝
Hani dziękuję w sposób szczególny za cudnie wyhaftowaną Jej zdolnymi rączkami kartkę. 
Po przebytym (dwukrotnie) covidzie jakoś tak trudno mi się było zebrać, by coś napisać i wrzucić foty z zaległościami. Dziś się zmobilizowałam i oto przybywam z reniferem, którego wyhaftowałam rok temu. Koniecznie chciałam sfotografować go w zimowej scenerii. Ale dopiero tej zimy udało mi się to. To już u mnie trzeci zwierzak z serii i na pewno nie ostatni. Wyszywanie ich jest prawdziwą przyjemnością. Co prawda śnieg troszkę daje w kość, ale można przebrnąć w miarę bezboleśnie, kiedy się uzbroimy w cierpliwość i czas nie nagli ;-)
Mój renifer nie jest jeszcze oprawiony.
Choć zaskoczyć tu niczym nie można, bo wzór jest powszechnie znany, niemniej zapraszam do oglądu i mam nadzieję że wrażenia będą do przyjęcia :-)






Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam tego rena :-)
Również ze względu na barwną tonację. Bowiem połączenie omszałej zieleni z beżem przywodzi mi na myśl starodrzew z wszystkimi jego tajemnicami.
Sama postać zaś, zadumana nad kubeczkiem, to w postawie dumne panisko, trochę jakby nadąsane - i to właśnie mnie bawi :-)) 
Moment sytuacyjny jest tutaj tak sugestywny, że niemal czuję aromat i smak gorącej czekolady...
A wełniany sweter i kubeczek sprawiają, że obrazek w nastroju pełen jest ciepłej czułości w samym środku śnieżnej zimy :-)
Haftowałam na tkaninie Linda 27 ct kolor perłowo-szary 786

Wszyscy już pewnie myślicie o wiośnie, a ja tu wyskakuję z zimowym tematem! Pomyślałam jednak, że jak nie zrobię tego dziś, to haft następny rok przeleży w szufladzie... Wybaczcie ;-)
I tyle na dziś.
Gorąco wszystkich tu zaglądających pozdrawiam.
Bądźcie zdrowi i pełni twórczego zapału!
Dziękując za wszystkie miłe komentarze, uśmiech wdzięczności zostawiam.
Wasza Chranna

niedziela, 25 grudnia 2022

Boże Narodzenie

 Spokojnych, zdrowych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia

wszystkim wspaniałym Gościom mojego blogu

życzy Chranna




poniedziałek, 12 grudnia 2022

Ornamenty secesyjne nitką na szkle rysowane... czyli choinkowe bombki w peniuarach :-)

 Ostatnie posty po mojej półrocznej nieobecności zamieszczone nie wyczerpują prac, jakie powstawały w tamtym czasie. Wrócę jeszcze do tego, co nie zostało pokazane. Dziś jednak, jako że czas świąteczny zbliża się wielkimi krokami i lada moment zapuka do drzwi, a wszyscy już żyjemy Bożym Narodzeniem i zdobimy swoje mieszkania, przychodzę z bombkami, które ubierałam w gorseciki i peniuary już w ubiegłym roku. W tym roku powtórka. Ale i coś nowego.

Oj, było tego, że ho ho!

Najpierw na przezroczystych... z cieniuśkiego szkła. Białe i szare.

Jeden z wzorków zakupiony u Reni (renulek) zmodyfikowany, jeden, który pokazała na swoim blogu ewa_m (Mój sposób na nudę), reszta znaleziona w necie i modyfikowana.



Potem serduszka według rozpiski Reni.


Wyplotłam ich w sumie dwadzieścia trzy: z perełkami, z koralikami, z zawieszkami złotymi i srebrnymi... Białą i jedno szarą nitką Anchor Freccia 16.










Były też eksperymenty z kolorami i kordonkiem Lizbeth 20 (szmaragdowy).









Wszystkie, prócz tych perłowo-szmaragdowych, szczęśliwie i bez żadnego uszczerbku dotarły już do adresatów :-)

I to już koniec fotorelacji z manufaktury bombkowej :-)
Dziękuję serdecznie za odwiedziny i komentarze :-)
Serdecznie pozdrawiam zaglądających miłych Gości i do sklikania.
Trzymajcie się cieplutko :-)

wtorek, 6 grudnia 2022

W kolejce po buziaka

 Tytułem wypełnienia czasu, kiedy mnie tu na blogu nie było, dziś wrzucam wyhaftowane wiosną zające Acufactum. Chodziły... a dokładniej - kicały - za mną od dawna. Ale kiedy zobaczyłam je u Magdy ("mniej słów") na poduszkach, powiedziałam sobie: ani chwili zwłoki! 

Haftowało się arcyprzyjemnie, a uszycie poszewek na jaśki ozdobne zostawiłam na pomiędzy dwoma najważniejszymi świętami. Tak, żeby były przed Wielkanocą. Bo przecież zając, choć tu bez atrybutu w postaci koszyka z jajkami, kojarzy się w sposób oczywisty z wiosną i tym świątecznym czasem. Na wtedy planuję też sesję zdjęciową z gotowymi pracami. 

Zatem teraz tylko zajawka tego, co się do tej pory odbyło w tym temacie :-)




Na dziś starczy, bo igła rozgrzana czeka... :-)

Dziękuję pięknie za miłe komentarze pod poprzednim postem :-)

Radujcie się z otrzymanych od Mikołaja prezentów i trzymajcie się cieplutko :-)

Chranna

wtorek, 29 listopada 2022

Jest przyczynek, by Martini ruszyło z kopyta ;-)

 ...napisał mi w komentarzu pewien Pan.

Pomiędzy haftami taki mały przerywnik szydełkowy. W końcu na coś przydały się sznurki zalegające w szafkach ;-)

A że dobrze mieć wybór, zatem do wyboru, do koloru. Również dla nie trunkowych - podstawki pod kubki z ulubionym napojem :-)








I jeszcze dla miłośników piesków :-)




I tyle dziś :-)

Moc pozdrowień ślę wszystkim tym, którzy jeszcze tu do mnie zaglądają 🤗🧡

Chranna


środa, 23 listopada 2022

W jasności Ducha Świętego

Króciutko po metryczce z okazji narodzin, dla innej dziewczynki - Honoratki - przyszło mi wyhaftować pamiątkę Chrztu Świętego. Ten motyw rączki i nóżki w koronkach jest rozczulający. Wiedziałam od razu, że tylko taki mogę zaproponować, bo żaden inny ze znanych mi nie podoba mi się. Na szczęście mój wybór został zaakceptowany. Szkoda, że tematyka sakralna w hafcie traktowana jest tak po macoszemu.

Praca szła dużo szybciej niż zakładałam. W miejscowym sklepiku udało mi się kupić ładny krzyżyk z pozłacanej stali chirurgicznej, ozdobiony cyrkoniami. Tu przymiarka:

Jako że moment uroczysty, haft wymagał odpowiedniej oprawy. Wypatrzona w internetowym sklepie ramka idealnie pasowała rozmiarem do haftu. Ucieszyłam się. A ponieważ zastosowałam w nim elementy biżuteryjne, dla zdystansowania szybki należało użyć podwójnego passe partout.  


Myślę, że wyszło stosownie do okoliczności. 


Nadzieję też mam, że za kilkanaście lat doroślejąca Honorata spojrzy nie raz w stronę tej pamiątki i uśmiechnie się, malując paznokcie u swoich stóp... jak przeczytałam w jednym z komentarzy :-)) 

Pięknie dziękuję, że o mnie nie zapomnieliście przez czas mojej absencji, że oglądacie i komentujecie tak pochlebnie moje prace. To dla mnie bardzo motywujące.

Trzymajcie się ciepło, pozdrawiam serdecznie i do sklikania niebawem :-)


sobota, 19 listopada 2022

Pół roku! Czy to możliwe?

 Powiedzieć, że czas nie stoi w miejscu, to nic nie powiedzieć.

On galopuje! Czy Wasze odczucia też takie? Czy może komuś się dłuży, ciągnie w nieskończoność jak makaron...?

No ale niniejszym odkurzam swój blog, bo mnie tu długo nie było i stęskniłam się niepomiernie za Wami, za blogowaniem... Dużo się  przez ten czas zadziało. Jak to w życiu. Czyjeś odejście tam, skąd nie ma powrotu, upalne lato z pobytem na wsi, ważne spotkanie, za którym cztery lata się tęskniło, wizyta przyjaciela z Cork, świętowanie urodzin i pobyt w moim ukochanym, przepięknym Wrocławiu z tej okazji przez dni kilka..., jakieś choróbsko paskudne, chyba covidowe, co dopadło i dopiero po miesiącu raczy odpuszczać nieco. 

No a robótka czy w miejscu stała? O, nie. Co to, to nie. Nigdy! Otóż działo się. Ale żeby z tej pisaniny nie zgotować bigosu, dziś tylko rzecz jedna pokazana zostanie. I będzie to metryczka z misiem w roli głównej dla maleńkiej Jadwini :-)




Obrazek wybrała dla swojej wnuczki moja koleżanka. Jest taki przytulny, milusi... A miś zachował się z dzieciństwa mojej Córki i ma już blisko trzydzieści lat :-)

Jeszcze tylko para moich ulubionych wrocławskich krasnali...


...i tyle na dziś. Do rychłego znów. 

Dziękuję za wszystkie miłe wizyty i komentarze. 

Pozdrawiam Was serdecznie i chwytam za książkę, bo dziś dzień dla literek :-)

Dobrych, radosnych dni!

Chranna