A tymczasem dziękuję za każde słowo pod poprzednim postem i życzę wszystkim słonecznej jesieni.
czwartek, 17 września 2026
Motylkowe pożegnanie lata
A tymczasem dziękuję za każde słowo pod poprzednim postem i życzę wszystkim słonecznej jesieni.
wtorek, 8 września 2026
Głowa w dół, czyli o tym, jak Królowa Kier rządzi naszym strachem
Początkowo Alicja ulegała lękowi przed nią, jak wszyscy poddani z Krainy Czarów. Z czasem jednak udało jej się ten lęk opanować i przeciwstawić się Królowej.
Zanim jednak się to stało, trzeba było cierpliwości w oczekiwaniu na złotą mini koronę - koralik dystansowy - i czerwone kwiaty jako koafiurę. Ten czas wykorzystałam, przygotowując dwie tekturki w kształcie karty i spiralny sznureczek, który wykonałam czółenkiem do frywolitek, a następnie oplotłam go złotą nitką:
Nie przypuszczałam, że wszystko pójdzie tak gładko. Praca nad tą kartą sprawiła mi mnóstwo frajdy i satysfakcji :-))
niedziela, 6 września 2026
Uśmiech Kota z Cheshire
Aby zrozumieć fenomen Alicji, trzeba najpierw zrozumieć, przed czym uciekała. Carroll stworzył swój świat w epoce wiktoriańskiej – w czasach pedantycznego porządku, sztywnych norm społecznych i literatury dziecięcej, która miała przede wszystkim moralizować. Autor Alicji w Krainie Czarów zrobił coś bezczelnego: podarował światu bunt. Wywrócił logikę do góry nogami, pokazując, że zasady, którymi rządzą się dorośli, ich system wychowania i edukacji bywają absurdalne. Współczesna popkultura pokochała ten bunt. Bez Carrolla nie byłoby Latającego Cyrku Monty Pythona, czy surrealistycznych filmów Davida Lyncha.
Najbardziej fascynującym symbolem tej literackiej ekspansji pozostaje Kot z Cheshire. Zwierzę, które potrafi znikać, zostawiając po sobie jedynie lewitujący uśmiech, to genialna metafora samej popkultury. Rzeczywistość Carrolla mogła się zdezaktualizować. Wiktoriańskie aluzje polityczne obecne na kartach tej opowieści mało kogo już dziś obchodzą. Ale ten specyficzny, ironiczny uśmiech – symbol dystansu do sztywnego świata – pozostał. Śmiech Kota z Cheshire staje się maską, pod którą kryje się jego intuicyjna wiedza o chaosie tego świata. On uczy dorosłego czytelnika, że jedyną obroną przed szaleństwem otoczenia i naszych czasów jest... wyhodowanie własnego, wewnętrznego uśmiechu i zachowanie dystansu do rzeczywistości. Alicja w Krainie Czarów ukształtowała popkulturę. I - co więcej - wyzwoliła nas z ciasnego gorsetu, jakim jest przedmiotowe traktowanie człowieka, nieustanne łajanie, brak zgody na indywidualizm, uleganie presjom i naciskom, ponieważ jako jedna z pierwszych dała nam prawo do bycia zagubionymi. W świecie, który wymaga od nas ciągłego profesjonalizmu, logicznego myślenia i powagi, Kraina Czarów pozostaje bezpiecznym azylem. Miejscem, w którym – jak mawiał Kot – „wszyscy jesteśmy szaleni”. I całe szczęście.
No a u mnie - nie co innego, jak OCZYWIŚCIE kolejna zakładka do książki w formie karty :-))
I na dziś to tyle.
Dziękuję za każde dobre słowo pod adresem moich prac i postów.
Chranna
środa, 2 września 2026
Biały Królik w naszym mózgu i między kartkami
Kiedy Lewis Carroll wysłał małą dziewczynkę w pogoń za Białym Królikiem, nie stworzył jedynie bajki dla dzieci. Stworzył jeden z najbardziej precyzyjnych, choć ubranych w kostium absurdu, literackich opisów ludzkiej psychiki. Dziś, ponad sto sześćdziesiąt lat od publikacji Alicji w Krainie Czarów, neurobiolodzy i psychoterapeuci patrzą na ten tekst z rosnącym podziwem. Królicza nora nie znajduje się bowiem w ziemi – znajduje się pod naszymi czaszkami. Goniąc Białego Królika, Alicja nie podróżuje przez fantastyczną krainę. Ona podróżuje w głąb własnego, a zarazem naszego, nieświadomego umysłu.
Kim jest Biały Królik? Nosi kamizelkę, nerwowo zerka na zegarek i bezustannie powtarza: „Spóźnię się, spóźnię się!”. Dla dorosłego czytelnika ten obraz jest aż nazbyt znajomy. Biały Królik to ucieleśnienie współczesnego neurotyzmu, lęku przed upływającym czasem i presji, którą sami na siebie nakładamy. Kiedy wpadamy w panikę, kiedy gonią nas terminy, a stres paraliżuje racjonalne myślenie, w naszych głowach zaczyna biegać ten sam mały, przerażony ssak. Alicja, ruszając za nim w pogoń, podejmuje decyzję, którą psychologia głębi nazwałaby konfrontacją z własnym cieniem. Wpada w króliczą norę – stan, w którym dotychczasowe mechanizmy obronne przestają działać, a kontrolę przejmuje podświadomość.
Pogoń za Białym Królikiem bywa niebezpieczna – grozi zagubieniem, lękiem i psychicznym rozpadem. Jest jednak konieczna. Dopiero gdy odważymy się spaść w neurotyczną otchłań własnego mózgu i spojrzymy w oczy swoim wewnętrznym potworom, możemy – wzorem Alicji – obudzić się silniejsi, bogatsi o wiedzę, kim naprawdę jesteśmy. Nawet jeśli ten proces wymaga od nas odrobiny szaleństwa. W końcu, jak przypomina Kot z Cheshire: „Gdybyśmy byli normalni, toby nas tu nie było”.
Dziś przychodzę z zakładką do książki w formie karty. Zrealizowałam ją według wzoru Iryny Naniashvili. Wszystko poszło gładko.
A na nerwy, jak śpiewała Irena Kwiatkowska, to najlepsza jest "walerianka"
😉😍
Koniec pracy nad kartą - zakładką do książki - oraz zrealizowanie sesji zdjęciowej ODTRĄBIONO!
Pozdrawiam Odwiedzających i dziękuję za miłe komentarze pod poprzednim postem, życząc wszystkim pogodnej, słonecznej jesieni w dobrym zdrówku.
Chranna
piątek, 14 sierpnia 2026
Załóżmy, że to ma sens...
Tytuł dzisiejszego wpisu ma jeszcze jeden aspekt: jest namysłem do rozważenia przeze mnie, czy dalsze prowadzenie tego blogu ma jeszcze sens...
czwartek, 16 lipca 2026
Smile
Taka zakładka chodziła za mną długo. Skomponowałam ją według własnego pomysłu. Ostatecznym asumptem do jej wykonania było smutne wydarzenie: odejście Stanisława Janickiego - twórcy kultowego programu telewizyjnego "W starym kinie". Program ten po trzydziestu pięciu latach ostatecznie zszedł z anteny Telewizji Polskiej 25 maja 2000 roku. Władze TVP uznały wtedy, że nie pasuje on do komercyjnej ramówki. Kończy się misja edukacyjna telewizji jako coś zbędnego... Od tamtego czasu telewizja oscyluje wokół taniej rozrywki schlebiającej plebejskim gustom i... schodzi na psy, karmiąc nas zalewem szmiry i głupkowatych reklam. Panu Stanisławowi trudno się było z tym pogodzić. Mnie też...