sobota, 23 stycznia 2021

Trzecia piąteczka śnieżynek

 Witajcie, Najmilsi

Za mną już prezentacja dziesięciu płatków. Pora na kolejne pięć. Bez zbędnych słów przechodzę więc do fotek.

11. Śnieżynka jedenasta ma 11,7 cm. Jakoś tak nieszczególnie przypadła mi do gustu, choć na schemacie mi się podobała. Wśród igliwia nie wygląda jednak źle, choć wolę delikatniejsze ;-)






12. Ta mniej więcej tej samej wielkości, co poprzednia - 11,8 cm.




To szczególny płateczek... Bo antylogiczny, oksymoroniczny i pokazuje, że robota mi się w rękach pali ;-))


13. Nie jest pechowa, a przeciwnie. Prosta i dość efektowna, na mój gust. Mierzy 12 cm średnicy.




14. Pora na czternastkę. Jest tak zbudowana, że przypominać może maleńką serweteczkę. Dlatego podłożyłam ją pod pupę aniołka, żeby mu nie przymarzła... Ale ma ona zaledwie 12 cm i na choince śnieżynka wygląda bardzo ładnie :-)



15. No i przyszedł czas na jedną z moich faworytek. Jest bardzo ciekawa, bo splot daje różne możliwości formowania i dzięki temu można uzyskać rozmaite kształty. Ja naciągnęłam ją tak:


I teraz uwaga: będzie dużo ujęć... ;-)








Piętnastka ma 13 cm.

I to już ostatnia śnieżynka dziś.
Dziękuję za ogląd i za wszystkie komentarze.
Jeśli nadużyłam Waszej cierpliwości, bo za długo rozwodzę się nad byle czym - wybaczcie... Ale lubię fotki, choć nie potrafię fotografować tak, jakbym chciała...
Moje płateczki spodobały się i będę plotła niemal cały komplet dla mojej Koleżanki. Kilka z tych wzorów grubszą nicią, bo taka jest prośba. Tak więc przygody z szydełkiem wkrótce u mnie ciąg dalszy :-)
A zanim wezmę się do roboty, pokażę jeszcze w najbliższym czasie ostatnią piątkę z dwudziestki.

Pozostawajcie w zdrowiu i bądźcie dobrej myśli w oczekiwaniu na lepsze jutro... Przecież kiedyś ta epidemiczna paranoja musi się skończyć. I skończy się!

Trzymajcie się... Pa

środa, 20 stycznia 2021

Sypie dalej... śnieżkiem

A mnie w to graj!
Zimą ma być mroźnie i śnieżnie, a latem gorąco. Konkret lubię ;-)
Cieszy ogromnie cudowna biel.
Od razu weselej w Duszy, gdy za oknem jaśniej. A jak do tego jeszcze słonko się pokaże i śnieg w oczach mieni się niczym srebrny brokat, To dla mnie uczta zmysłów!
No dobrze, ale ad rem. Bo zapowiedź była, że szydełkowych śnieżynek ciąg dalszy. 
Zatem...

6. Średnica szóstej wynosi 10 cm. Lubię tę wielkość i kształt. Plotło mi się ją bardzo przyjemnie. Ale nie doczekała się przyzwoitych zdjęć, bo nagle w aparacie nie mogłam zmienić ustawień i musiałam użyć smartfonu... Zacznę od tego najmarniejszego z marnych... W myśl zasady: miejmy to już za sobą. Bidulce jedno ramię się tu zwichnęło :-( 
Jak kupię dorodne jabłko, to zdjęcie powtórzę :-)

...mój własny wyż skandynawski















Wybaczcie, ale tę zimę musiałam utrwalić dla potomności ;-)


7. Kolejna przebiła poprzednią o trzy milimetry - 10,3 cm to jej średnica. Oczywiście wiadomo, że są to wymiary orientacyjne, bo wszystko zależy nie tylko od grubości nici i szydełka, ale i od sposobu naciągnięcia. Tę śnieżynkę pajęczyca Tekla udziergała. Nie wierzycie? No to proszę ;-)


zdjęcie, którego fragment posłużyło mi za tło wykonał zaprzyjaźniony fotograf - amator










8. Ósemka różni się od pozostałych również tym, że jest z koralikami. Jako jedyna też nie ma zdjęcia w plenerze, bo nie jestem z niej zadowolona. Wymaga dopracowania. Ma jedenaście centymetrów.







9. Tę lubię. Bardzo. Ma 11,5 cm. I zachodzę w głowę, jak to jest, że lubię, że się podoba, że praca przy niej była przyjemna, a zdjęcia ledwo trzy wybrałam z całej sesji... 








10. Ostatnia już dziś śnieżynka jest tej samej wielkości co poprzednia, ale jakże odmienna w stylu :-) 






I tym wesołym bałwankiem żegnam się dziś z Wami, dziękując najgoręcej za wszystkie przemiłe komentarze pod poprzednim postem. 


Trzymajcie się ciepło i przede wszystkim zdrowo!
Pa

niedziela, 17 stycznia 2021

Śnieżyca szydełkiem uczyniona

Witajcie, Kochani
Obiecałam post o śnieżynkach zdjętych ze szpilek, a dopiero dziś w nocy zabrałam się do jego tworzenia. Bo raz, że na śnieg czekałam, by móc w odpowiedniej scenerii moje płateczki pokazać, dwa, że stawy posłuszeństwa odmówiły, wreszcie trzy - matryca w moim aparacie fotograficznym na szmelc :-(
Śnieg sypnął wreszcie! Jedna przesłanka spełniona. Druga ślimaczy się. A trzecia nie do spełnienia tymczasem. 
Postanowione: jak jest, tak jest. Dłużej ociągać się nie będę, bo wiosna przyjdzie, moje śnieżynki stopnieją, dając prymat barankom, zającom i kurczakom, a o mnie świat zapomni...

Zanim jednak to się zadzieje, chciałam serdeczne podziękować Hani z bloga Rękodzieło Hanulka za cudowną, haftowaną karteczkę - jedną jedyną, jaka do mnie w tym roku przyfrunęła! - z pięknymi życzeniami. Haniu, wielki buziak raz jeszcze :-)


 
Jako się rzekło wcześniej, śnieżynek wyplotłam dwadzieścia wzorów.  Razem są dwadzieścia dwie, bo jeden wzór powieliłam dwa razy. Na obrazku powyżej wszystkie one - w stanie żałosnym, bo przed ługową kąpielą i zupełnie bez fasonu - stanowią tło dla karteczki.
Podzielę te dwadzieścia śnieżynek przez cztery, by opublikować po pięć w czterech odsłonach. System obrałam taki, że zacznę od najmniejszych, a na największych skończę :-)
A zatem zaczynajmy.

1. Malutka, pulchniutka, jakby na sterydach krochmalnych w rękach  urosła. Wśród tych naturalnych śniegowych płateczków to ona olbrzymka. Centymetrów pięć sobie liczy jak nic! A tak się prezentuje w krzaczorach:


2. Druga tę pierwszą o centymetr i milimetrów trzy przerosła. 







3. Trzecia ośmioramienna - 8,4 cm licząca 






4. Dla czwartej, równe dziewięć centymetrów po naciągnięciu mającej, inspiracją stała się Katie Melua, jej piosenka i klip...








5. Ostatnia dziś tej samej wielkości co jej poprzedniczka - 9 cm... 

A wszystkie made witch love :-)









Dziś to już wszystko.
Serdeczności i uśmiech zostawiam.
Do sklikania. 
Dobrego jutra w zdrowiu i pogodzie ducha :-)
Chranna


sobota, 9 stycznia 2021

Akupunktura dla sztywniaków i pierwsze jej efekty

Witajcie, Kochani, w nowym roku :-)
Staremu mówimy: Pa. Z nadzieją patrzymy w nowy.
W tym nowym życzę wszystkim zdrowia i niczym nieograniczonej swobody. Tej w pojedynkę, we dwoje i tej gromadnej. Radosnej :-)

W tym roku po raz pierwszy świętowaliśmy aż do Nowego Roku u Córki. Szukając ozdób choinkowych, ze zdumieniem odkryłam, że zostały mi w domu trzy śnieżynki szydełkowe. Tak, tak. TRZY. Resztę po prostu porozdawałam. A że w zasięgu znalazł się jakiś kłębuszek białego kordonka i nowe szydełka dotarły do mnie aż z Chin, to z przyjemnością ten brak nadrobiłam. Dwadzieścia dwie mi się wyplotły. Każda innego kształtu i wzoru. Potem była ługowa kąpiel, układanie maty z puzzli i szpilowanie :-)

Wszystkie śnieżynki już uwolnione z tortur.

Dziś się sesja zdjęciowa odbyła. Śniegu po osiedlu szukałam, psinco małe tylko, zalegające jeszcze jakimś cudem na gałązkach, znalazłam. Ale kolega pomógł i śnieżycę mi na mojej fotce uczynił, że hej! W programie do obróbki zdjęć, którego ja nie posiadam... Tym oto sposobem mój płateczek wtopił się w tło, ale tak,  żeby oka nie rozleniwić... :-)


Na razie ledwie maleńka zajawka mojego urobku... Reszta po obróbce już istniejących zdjęć i z nowymi ujęciami, które nadzieję mam jutro cyknąć... Oj, będzie tego ze dwie tony... :-D 

Cieplutko pozdrawiam wszystkich, którzy do mnie zaglądają, Ogromnie cieszy Wasza obecność.
Uściski serdeczne i do sklikania, mam nadzieję, niebawem :-)
Chranna