Dla tych, co obrazu nie znają, zamieszczam dla porównania:
Nic nowego się nie podziało w minionym tygodniu. Same powtórki. No bo pomagałam Mikołajowi sprawiać radość nieznanym mi, ale dla kogoś przecież bliskim osobom. Co z moją niewielką pomocą Mikołaj im podaruje?
Komuś przyniesie sześć śnieżynek na drzewko świąteczne:
Komuś innemu kolczyki frywolitkowe, takie:
Powstały jeszcze jedne, czerwono-czarne, co to mi się nić rwała, o czym pisałam wcześniej, ale nie zdążyłam cyknąć im fotki, tak szybko poszły w świat ;)
Czyjaś kochana mama dostanie zaś takie serduszko z potpourri o zapachu jabłka i cynamonu (jaka szkoda, że nie możecie poczuć tego świątecznego zapachu...)
Serduszko ma koronkę po obu stronach, kokardka zdobi front.
A u mnie Mikołaj już był!
Przywędrował od Joli i przyniósł mi misternie wykonany, maleńki kajecik z kartkami - przypominajkami. Spójrzcie, jaką ciekawą fakturę ma ta okładeczka:
Razem z kajecikiem dostałam też przepiękną kartkę z liściastym krajobrazem:
Tak, tak, takie cuda Jola robi :)
Podobno jestem największą gadułą u Joli, dlatego Mikołaj hojnie mnie wynagrodził :)
Nie wiem, jak dziękować za takie cudeńka... więc tylko całusy i uściski ślę :)
Tymczasem zostawiam Was i zabieram się za przygotowywanie dalszych świątecznych podarków - drobiażdżków pod choinkę :)
Nasłuchujcie dzwonka do drzwi, bo Mikołaj nie śpi i na pewno do Was zawita, no chyba, że byliście niegrzeczni... :D













































