wtorek, 4 grudnia 2012

Miszmasz z Mikołajem w tle

Przed Mikołajem jeszcze tylko dwie doby wytężonej pracy i licznych podróży sańmi w najdalsze zakątki świata :) To jeden z moich ulubionych wizerunków tego jegomościa. Prawda, że przypomina szewca z obrazu T.Makowskiego?


Dla tych, co obrazu nie znają, zamieszczam dla porównania:


Nic nowego się nie podziało w minionym tygodniu. Same powtórki. No bo pomagałam Mikołajowi sprawiać radość nieznanym mi, ale dla kogoś przecież bliskim osobom. Co z moją niewielką pomocą Mikołaj im podaruje?
Komuś przyniesie sześć śnieżynek na drzewko świąteczne:


Komuś innemu kolczyki frywolitkowe, takie:



Powstały jeszcze jedne, czerwono-czarne, co to mi się nić rwała, o czym pisałam wcześniej, ale nie zdążyłam cyknąć im fotki, tak szybko poszły w świat ;)
Czyjaś kochana mama dostanie zaś takie serduszko z potpourri o zapachu jabłka i cynamonu (jaka szkoda, że nie możecie poczuć tego świątecznego zapachu...)
Serduszko ma koronkę po obu stronach, kokardka zdobi front.


A u mnie Mikołaj już był!
Przywędrował od Joli i przyniósł mi misternie wykonany, maleńki kajecik z kartkami - przypominajkami. Spójrzcie, jaką ciekawą fakturę ma ta okładeczka:


Razem z kajecikiem dostałam też przepiękną kartkę z liściastym krajobrazem:


Tak, tak, takie cuda Jola robi :)
Podobno jestem największą gadułą u Joli, dlatego Mikołaj hojnie mnie wynagrodził :)
Nie wiem, jak dziękować za takie cudeńka... więc tylko całusy i uściski ślę :)
Tymczasem zostawiam Was i zabieram się za przygotowywanie dalszych świątecznych podarków - drobiażdżków pod choinkę :)
Nasłuchujcie dzwonka do drzwi, bo Mikołaj nie śpi i na pewno do Was zawita, no chyba, że byliście niegrzeczni... :D

niedziela, 25 listopada 2012

Zmagań z nićmi ciąg dalszy

Szydełko, czółenko i igła to dla mnie lek na całe zło :)
Wciągnęły mnie te śnieżynki i powstały kolejne cztery wzorki:


I tak bym sobie je plotła dalej i dalej, bo dzięki wielkiej życzliwości Magdy moja kolekcja schematów znacznie się wzbogaciła i pokusa duża, żeby wciąż nowe... i nowe...
Magdo, pięknie raz jeszcze dziękuję :)
Ale na horyzoncie pojawiła się potrzeba drobiazgów na prezenty. Różnistych. Na pierwszy ogień poszły biżuteryjne i powstały pierwsze kolczyki:


Splot z cieniusieńkich nici, najcieńszych chyba dostępnych na naszym rynku. A właściwie nie wiem, czy dalej dostępnych, bo zapasy staaare, stareńkie:


Druga wersja tych kolczyków ma być czarno-czerwona:


Te nici są już odrobinę grubsze, a mimo wszystko praca z nimi nie należy do najłatwiejszych. Wystarczy troszkę energiczniej pociągnąć czółenkiem i trrrach! Nitka zerwana :(


Rady innej nie ma. Tylko zacisnąć zęby, odciąć wszystko i zacząć od początku...
Ale i tak kocham te moje niteczki :)))

A teraz pora troszkę ocieplić mroźny klimat tego wpisu ;)
Z pomocą pospieszy mi mój ukochany miś, który dziś obchodzi swoje święto i z tej racji asystował mi przy pracy :)))
Staruszek ma już 45 lat, ale wcale na tyle nie wygląda! Bo bardzo o niego dbam. Wprawdzie stracił jedno oko, kiedy moja córeczka, dziecięciem będąc, wzięła go w swoje łapki, ale zabawiłam się w chirurga okulistę i wprawiłam mu nowe. Nie takie piękne, jak to oryginalne, za to teraz jeszcze bardziej go kocham, bo jest moim misiem po przejściach  :)))


No! To by było na tyle :)
Teraz biegnę pooglądać, co też się u Was dzieje :)

a na koniec pioseneczka taka :-)


czwartek, 22 listopada 2012

Byłam w Narnii

I już wiem, że na pewno tam wrócę. Gdy tylko czas pozwoli :)
Zabrałam stamtąd dla Was pięć śnieżynek. Tylko pięć, ale gdy ponownie odwiedzę tę krainę, rozejrzę się za innymi, skradnę i... sypnę obficiej :)








Śnieżynki powstały z nici Aida 30. Pracowałam szydełkiem 0,75. Są lekko usztywnione ługą.
Miałam dziś problem z fotkami, bo niebo z ołowiu, ale chyba nie jest tak najgorzej... Zauważyłam też, że dwie śnieżynki ułożyłam lewą stroną. Kto zgadnie, które to?
Dziękuję, że do mnie zaglądacie, to bardzo motywujące i cieszy ogromnie :)
Trzymajcie się zdrowo :)

środa, 21 listopada 2012

Do torby listonosza

Karteczki gotowe.
Jak Wam się podobają?
Na tej Mikołaj, który straci dla nas głowę i obsypie nas prezentami :)))


Na tej skarpeta, do której te prezenty włoży:


A na ostatniej babeczka, którą go poczęstujemy. Wysokokaloryczna, żeby nam Mikołaj przypadkiem nie zmizerniał :)


Została mi jeszcze jedna, no, góra dwie karteczki do zrobienia i będę mogła w grudniu wypchać torbę listonosza :)
Na koniec jak zwykle kilka detali hafcików:







A teraz zmykam do mojego szydełka ;)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)

poniedziałek, 19 listopada 2012

Cóż tam, panie, w polityce?

W polityce robótkowej, oczywiście :)))
W tym roku postanowiłam z końcem listopada zakończyć haftowanie kartek, dlatego manufaktura karteczkowa idzie, a właściwie szła dotąd, pełną parą.


Tyle że brak innych pracowników wyspecjalizowanych w poszczególnych etapach produkcji, więc podziału pracy nie ma i wytwórczość nie może być tak masowa, jak producent by sobie tego życzył. Tym bardziej, że materiału potrzebnego niedostatek i na chwilę obecną, czekając na dostawę potrzebnych niteczek, wytwórczość karteczek chwilowo zawieszono.
Ale nie znaczy to wcale, że się będzie próżnować. O, nie! Szydełko i motek już przygotowane. Będzie się działo, choć nieco w innym asortymencie manufakturowym :)


Nawiasem mówiąc, do zdjęcia pozuje wykonana wieki temu serweta na okrągły stolik - moja ulubiona :) Ale niech Was to nie zmyli, bo nowej serwety nie będzie, a coś zdecydowanie mniejszego ;)
No to do roboty!

sobota, 17 listopada 2012

Acufactum po raz pierwszy

Dzień dobry :)
Wczoraj powstał jeden z moich ulubionych motywów Acufactum i po postawieniu ostatniej kreseczki - igiełki sosnowej gałązki - w wieczornej scenerii tudzież marnym oświetleniu cyknęłam pierwszą fotkę:


 Jest to fragment pięknego samplera świątecznego, który mam zamiar wyhaftować kiedyś w całości. Mam zamiar... tylko czy życia starczy na te wszystkie plany i zamiary :)
Haftowałam na... sztywniku :))) I powiem, że na pewno nie po raz ostatni, bo z samego haftu jestem zadowolona.
Oprawiłam go również wczoraj, ale z fotkami postanowiłam poczekać na naturalne światło.


Kto oglądał moje poprzednie karteczki, ten wie, że w kwestii ich oprawiania jestem minimalistką, uważam bowiem, że sam haft jest zwykle na tyle ciekawy i zawiera mnóstwo detali, że "ubieranie go w strojną suknię" jest zbędne i wystarczy dobrze dobrane passe-partout w odpowiednim kolorze, ewentualnie jakiś jeden mały akcencik dla ożywienia kartonu. Bo co za dużo, to nie zdrowo, a dwa grzybki w barszcz... itd. Tym razem potraktowałam haft jak naklejkę, poszalałam i... już tego żałuję. Ale trudno, eksperymenty są wskazane choćby po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że się rację miało ;)
Kilka zbliżeń:




Nie dałam jednak za wygraną i uprościłam kartkę, jak tylko się dało. Moim skromnym zdaniem tak jest zdecydowanie lepiej:


Dziękuję za wszystkie wizyty i komentarze pod choineczką hardangerową. Cieszy mnie bardzo, że się podoba. W planach są jeszcze dwie następne, ale kto raczy wiedzieć, czy te plany się urzeczywistnią...Teraz muszę znaleźć czas, żeby choć tę jedną postawić do pionu. Odpowiedni patyczek już w tym celu wczoraj zakupiłam ;)
Miłego odpoczynku w rozpoczynający się weekend :) U mnie pogoda śliczna, więc pewnie dziś zaliczę długi spacer :)

niedziela, 11 listopada 2012

W pełnej krasie

Później niż myślałam, ale jest!


Wzór Emie Bishop z 2007 roku.Wysokość motywu 22,2 cm. Po zrobieniu fotki Zauważyłam, że brak jeszcze złotej nitki na gwiazdce :))) No cóż, jestem w gorącej wodzie kąpana. Ale na niżej pokazanym detalu widać już złotą nitkę ;) 





Powstawała wolniej, niż przewidywałam, a to za przyczyną tego obywatela, który od kilku dni przebywa gościnnie u nas i zaprząta moją uwagę nieustannie:


Wabi się Power i ta nazwa pasuje do niego jak ulał. To bigiel, pies myśliwski, więc potrzebuje dużo ruchu. Kiedy tylko siadałam do haftu, on natychmiast chwytał papuć do pyska i zapraszał do zabawy w aportowanie :)


Takich błogich chwil, jak ta, jest naprawdę niewiele:


Pomiędzy długimi spacerami a zabawą, podczas drzemki i chwil względnego wyciszenia mogłam chwycić za igłę. Dziś Power wraca do swojego domu i mam nadzieję, że już nic nie stanie na drodze do pełni szczęścia podczas robótkowania :)
Miłego świętowania i do następnego wpisu :)