poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Nuuuuudaaaaa...

Pewnie Wam się już znudziły te moje lawendziaki, ale ja jestem nimi zakręcona na maksa. Nie poradzę...
Wiadomo, że lubię małe i szybkie hafciki, więc ta forma dla mnie idealna. No i z obietnic trzeba się wywiązać :)
Pokazuję więc saszetkę z lawendową panną w trakcie wypełniania suszem i po zszyciu :)









Zamierzam jeszcze sporo tych poduszeczek i woreczków poszyć, więc zamówiłam sobie kilogram lawendy na Allegro. Miała być prosto z Prowansji. Dziś przyszła i... jestem zawiedziona, gdyż jej zapach nie równa się nawet w dziesięciu procentach temu z ogrodu przyjaciół. Jakiś taki słodkawy, mdły, ledwie wyczuwalny i zalatuje ziołami! Mam wrażenie, że susz jest po prostu zwietrzały lub z ubiegłorocznych zbiorów...A może po prostu polska lawenda lepsza od prowansalskiej!
Nie mam szczęścia do zakupów na Allegro. Z większości jestem niezadowolona :(
Muszę też wymyślić jakiś inny sposób zaszywania tej lawendy, bo mereżka mi się już znudziła...
Duża buźka w podziękowaniu za wszystkie komentarze pod poprzednimi postami i serdeczne powitanie nowych Obserwatorów :)
Dobrego tygodnia!

sobota, 24 sierpnia 2013

Lawendowe dziewczę

Witajcie w słoneczny, sobotni poranek :)
Pewnie już jesteście po porannej kawce??
Ja zaczęłam dzień od fotki :)
Wczoraj po południu dotarły do mnie wreszcie zamówione tkaniny, a wśród nich mój ulubiony belfast 32 ct. Pierwszy raz zobaczyłam szary i zaraz musiałam przetestować, jak też będzie się komponował z kolorami wybranego wzorku. Powstał wieczorem kolejny hafcik - lawendowe dziewczę, które od dawna "miałam na oku" i w moich hafciarskich planach :)


Mnie się podoba, a Wam?
Czyli teraz najpierw kawa, a potem mereżka i szycie saszetki. Tym razem na tył pójdzie część męskiej koszuli bawełnianej kupionej za złotówkę specjalnie na ten cel :)
Miłego wypoczynku i twórczej weny, Kochane moje Dziewczyny :) Uśmiech lawendowej panny i gałązeczki kwieciste dziś tylko dla Was!


Pa!

czwartek, 22 sierpnia 2013

Nowe pachnące maleństwo

Witajcie, Kochani :)
Dziś dla odmiany...
...saszetka :)))))))
No nie ma rady. Uwielbiam je szyć! Ale też mam dla kogo, bo obiecałam kilku koleżankom. No więc szyję. W różnym stylu. Według upodobań. Jeszcze ma być jedna i biały woreczek.
Motyw wyhaftowany z Acufactum już pokazywałam. Najbardziej lubię, gdy obrąbek jest wykonany tymi samymi nićmi, co materiał. Powinno się go podszywać wyciągniętą z tkaniny nitką. Ja  użyłam nici lnianych do koronek klockowych. Przywiozłam je kiedyś z Bobowej, kiedy uczyłam się tej niełatwej sztuki ;) Są w identycznym kolorze, cienkie i bardzo mocne.





Na ostatnim zdjęciu widać, że podszyłam saszetkę innym materiałem. Skąpiec ze mnie i żal mi było lnu do haftu, skoro w szafie leży stara bluzka bawełniana w identycznym kolorze. Odcięłam kawałeczek rękawa i myślę, że jest wielce ok.
Dziś będzie przerwa w haftowaniu kolejnego motywu na saszetkę, bo czekam na biały len, a dostawa coś się spóźnia... No więc pewnie wrócę do truskawek na aidowej taśmie...
Niezmiennie głoszę moją wdzięczność ogromną za wszystkie wizyty i miłe komentarze :) Staram się zaglądać do Was tak często, jak tylko pozwala na to czas.
Bywajcie w zdrowiu!

wtorek, 20 sierpnia 2013

Frywolne podejście do celtyckich splotów

Oj, dawno u mnie biżuterii nie było. I frywolitki dawno  Jakoś nie mam chęci złapać za czółenka. Ale że dziś u mnie taki troszkę rozdeszczony dzień był, taki... dżinsowy... i że wyjęłam z pudełka frywolitkowe kolczyki, w sam raz do dżinsowego ubranka pasujące, co to je za króla Ćwieczka, kiedy rzeki mlekiem płynęły, a płoty kiełbasami grodzono, uplotłam, to i pokazać postanowiłam światu:









Dziękuję za tyle ciepłych, czasem wręcz wzruszających słów pod poprzednim wpisem :)))
Uściski i buziaki przesyłam, moi Kochani :)
Jutro przed nami kolejny, wciąż jeszcze letni dziń. Niech będzie dla Was szczęśliwy!

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

W bieli i koronce...

Zszyłam kolejną saszetkę dla mojej koleżanki Iwonki :)
Nawet nie narzekam, bo mam wrażenie, że jest nieźle. Iwonka lubi biel, koronki, koraliki, błyskotki. Tych ostatnich tu nie ma, bo jakoś mi nie pasowały do całości. Ciekawe, czy się spodoba...
Ostatnio usłyszałam od innej mojej koleżanki (kiedy pokazałam jej tę poprzednią, lnianą z serduszkiem), że "po co komu coś takiego" ? I że jeśliby dostała taką saszetkę nawet jako dodatek do prezentu, to by się obraziła...
No cóż, może gdyby była z "Prady"...?
Tymczasem to tylko hand made by Chranna :)))
Ale za to with love!




Pozdrawiam cieplutko wszystkich wytrwale mnie odwiedzających :) Dobrego tygodnia!

czwartek, 15 sierpnia 2013

Małe jest piękne

Więc wrzucam w czwartkowe południe kolejnego maluszka, którego w trakcie pracy pokazywałam już z grosikiem :)


Wzorki Acufactum nie są łatwe. Ale ja lubię, gdy jest troszkę trudniej, a w przypadku tego wzornictwa jestem gotowa na wszelkie męki. Wykonując serduszko węzełkami, nie trzymałam się jednak ściśle wzoru z powodu gąszczu supełków oraz gęsto i drobno tkanego lnu.
Dla ciekawych, fragmenty schematu:




Moje serduszko jest więc improwizacją, ale mam nadzieję, że za bardzo na tym nie ucierpiało :)
I jeszcze jeden lawendowy akcencik, tym razem na białej luganie:


Wszystkim Wam życzę długaśnego i fantastycznego weekendu z cudną pogodą!
I uśmiecham się szeroko w podziękowaniu za przemiłe komentarze :)
A teraz zmykam do kolejnej malizny :)

wtorek, 13 sierpnia 2013

Lawenda się suszy

Wciągnęło mnie bardzo haftowanie lawendowych motywów. Pokazane poprzednio serduszko wskoczyło na
saszetkę:

Szyłam ją ręcznie. Koronka zrobiona szydełkiem z kordonka. Nie miałam cieńszego w odpowiednim kolorze, a gotowa bawełniana z moich zapasów jakoś mi nie pasowała do tego serduszka.
Haft został nieco przez nią stłumiony i zszedł na drugi plan. Cóż, gdy się nie ma, co się lubi...

Na zdjęcie załapał się gipsowy koszmarek. A co tam, Pani Szymborska też takie posiadała ;-)
Mówcie, co chcecie, a ja lubię tego uśmiechniętego od ucha do ucha cudaka-Lawendziaka :)))



Wiem, prezentowałaby się lepiej, gdybym ją bardziej wypchała 
suszem. Ale musi go starczyć jeszcze na sporo saszetek, więc póki 
co, oszczędzam.





Ostatecznie zaakceptowałam saszetkę i zaryzykowałam pokazanie jej na blogu :)
W przygotowaniu następne ;)
Już wiem, że muszę zaopatrzyć się w cieniutkie kordonki w różnych kolorach. Takie, które służyły kiedyś naszym babciom do obrabiania chusteczek .
Kto pamięta?
No i w odpowiednio wąskie koronki bawełniane. Coraz trudniej o nie.
Dziękuję za wszystkie miłe słowa pod poprzednim postem i proszę o więcej :)))
Do miłego zaś :)