sobota, 10 sierpnia 2013

Cuda prawdziwe z nitką w tle

Jestem :)
Pożegnałam swoją ukochaną wieś, gdzie spędzałam w dzieciństwie mnóstwo cudownych chwil z najdroższą Babcią, Ciociami i Kuzynostwem... i gdzie ciągle powracam każdego lata...
Upalna pogoda i cudne spotkania z naturą nie sprzyjały robótkowaniu. W trakcie całego pobytu powstały dwa maleństwa.
Serduszko w lawendowych klimatach:


I kolejna zakładka do książki z ostróżkami, królującymi w ogrodach:





Taśmę kanwy jak zwykle podkleiłam białym sztywnikiem i podszyłam niebieskim filcem. Dzięki temu zabiegowi całość jest sztywniejsza, niebieski kolor filcu nie przebija przez kanwę a ścieg widoczny jest tylko na odwrocie :)





Eh... ten błękit! Zabełtał mi w głowie...





A teraz wielki dylemat, bo zdjęć z pobytu na Skałce sporo i nie wiem, które wybrać!
W tym roku moje spotkanie z naturą zdominowały jaskółki, więc może zacznę od...
...drutów, na których o różnych porach dnia odbywają się jaskółcze wiece.
Czyli jeszcze ciut, ciut błękitu na mojej palecie...


Allegro non troppo...
e molto maestoso!


Małżeńskie pogaduszki o rodzinnych sprawach...


No bo dzieci przyszły na świat :)
Piątka!
Wszystkie mają powiązane nóżki jakimiś trawami tak zamotanymi i przylepionymi do gniazda błotem, żeby pisklęta z niego nie wypadły.
To zadziwiające...



I te wszystkie głodomory jakoś trzeba wyżywić!


Rodzice uwijają się wokół tego zadania bez wytchnienia od świtu do późnego wieczora, bo dzioby wciąż otwarte i każde pisklę głośno domaga się pożywienia! Nie udało mi się wyraźnie uchwycić tych lotów, bo są szybkie jak błyskawica.


Karmienia tez nie zdołałam sfotografować, bo jaskółki krążyły zaniepokojone z pokarmem w dziobkach, czekając, aż wyjdę : (
Maleństwa przyszły na świat w oborze, która kiedyś była mieszkaniem krów i cieląt


Wujek Franciszek od kilku lat każdej wiosny oczekuje swoich jaskółek niecierpliwie. Pierwsza nie okazuje swojej radości z powrotu, dopóki nie pojawi się druga. Wtedy radosnym świergotom końca nie ma. Do czasu... Bo kiedy pojawiają się siostry i bracia, czynią rwetes straszny! Awantura tyczy się gniazda. Bo przecież wszystkie ptaszki, które poprzedniego roku tu się wykluły i wychowały, czują się jego prawowitymi właścicielami. Ale tylko jedna, zwycięska, może je na powrót zająć, naprawić powstałe w czasie zimy zniszczenia i założyć w nim własną rodzinę! Nie ma rady. Reszta rodzeństwa musi, niestety, poszukać sobie innego miejsca do zbudowania swojego M 1.
U góry drzwi Franciszek wyżłobił otwór, by jaskółki w czasie niepogody mogły wlatywać do środka, kiedy drzwi są zamknięte :)


Wbite w ściany obory żelazne drążki ułatwiły ptaszkom budowanie gniazda, a potem, kiedy już zostały rodzicami, siadanie i czuwanie nad potomstwem :)


Kiedy młode podrosną, odbywają się pierwsze próby lotu. Rodzice wyprowadzają je z gniazda pojedynczo. Gdy jedno uczy się latać, pozostałe grzecznie czekają na drążkach na swoją kolej :)


Pod drzwiami obory stoi osobliwość bardzo dla mnie cenna. Garnek mocno już nadgryziony zębem czasu. Ciocia Waleria przechowywała w nim wapno do bielenia ścian. Ślady po nim są bardzo widoczne.
Teraz Ciocia Alicja trzyma w nim sadzonki różnych kwiatków do ogródka...



Przy domu oczywiście kury.
W przerwach między wygrzebywaniem z ziemi robaczków, syte szczęściary wylegują się w trawie pod ogrodzeniem, w cieniu rzucanym przez śliwę:


A to seniorka. Ma sześć lat i z racji wieku cieszy się szczególnymi względami wujka Franciszka :)


Kiedy Alicja zagania kury do kurnika, pomaga Jej w tym pies Prezent. Woła też gospodarzy, gdy tylko ktoś pojawia się w okolicy lub gdy nadjeżdża sklep obwoźny, bo w tej wsi nie ma niczego prócz lasów, pól, domostw i wytwórni wody mineralnej Jura Skałka.
Porzucony w lesie przez poprzedniego właściciela, został znaleziony i przygarnięty w imieniny Alicji, dlatego tak się wabi :)


W sadzie jabłonie, śliwy, wiśnie, winorośl...




I takie atrakcje, jak prażone na ogniu ziemniaki z boczkiem, kiełbasą, cebulą, burakiem i przyprawami...


Kilka zdjęć z ogrodów Wujostwa i Kuzynki:





Mięta, którą tak lubię...







I kwiat szczególny - róża podarowana ukochanej siostrze, Cioci Walerii, przez moją Babcię Weronikę. Wzrusza mnie jej kwitnienie. Przeżyła Babunię już o dwadzieścia siedem lat i mam nadzieję, że pielęgnowana troskliwie żyć będzie jeszcze bardzo, bardzo długo...


Dla mnie najcudowniejsza z róż...











Woda do podlewania ogródka czerpana jest ze studni:


Drugiego domu i obejścia pilnuje Szeryf :)


Zdjęcia słoneczników okupiłam spieczonymi ramionami i plecami :( 
Wybrałam się w pole z aparatem w samo południe. Tylko na dwadzieścia minut...



Kilka fotek z okolicznych łąk, pól i gospodarstw...











Szlachta na zagrodzie:



Hej! Gerwazy! Daj gwintówkę,
Niechaj strącę tę makówkę!
(akt I, scena VII w Zemście A. Fredry)




Pewnie dla tych, którzy na co dzień mieszkają poza miastem, to żadna rewelacja, ale dla mnie - mieszczucha z konieczności i zrządzenia losu - wszystko, co tu pokazałam, jest cudem prawdziwym.
Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was na śmierć...
Pozdrawiam, dziękuję, że wciąż chcecie tu do mnie wracać i gorąco witam nowych Obserwatorów :)
Wasza Chranna :) 

poniedziałek, 29 lipca 2013

Len gryzie się z fioletem

Tak uważa mój fotograficzny sprzęt, ale ja bynajmniej! Len gryzie się tylko ze stylonem i ortalionem :)))
Niestety, dla mojego aparatu oddać w sposób niekłamany odcienie fioletu na lnianym tle to zadanie nader karkołomne! Musi więc być, jak jest, a zapewniam, że w rzeczywistości jest dużo, dużo lepiej! Bardziej fioletowo niż niebiesko! Wiem, że mogę liczyć na Waszą wyobraźnię, więc dodajcie do tych niebieskości kropelkę różu, a otrzymacie to, co być powinno :)
Zajawka lawendowego hafciku z drobnymi krzyżyczkami i półkrzyżyczkami :):


A teraz obiecane fotki skarbów, jakie otrzymałam od Edy, o czym już Wam donosiłam w ostatnim wpisie :)
Oto, co przygotowała dla mnie ta wspaniała Kobieta o złotym sercu.
Część edukacyjno - przydasiowa:


I część uczyniona Jej zdolnymi i pracowitymi rączkami:


Moja pierwsza materiałowa zakładka! Te, które dotąd robiłam, oddałam Córci w użytkowanie :)
Zobaczcie, jak cudnie przyozdobiona hafcikiem :)
Bobinka na koronkę - znów moja pierwsza! Jak dotąd ani sama takich nie wykonałam, ani nie otrzymałam w upominku :)
Do tego wszystkiego cudny ptaszek, zawieszka - minirameczka z serduszkiem i sympatyczna karteczka z życzeniami imieninowymi :)
Edytko, DZIĘKUJĘ!!!
Jestem Twoją wdzięczną dłużniczką, kochana :)
Witam z radością nowych Obserwatorów, którzy zechcieli zatrzymać się u mnie na dłużej :) Jeszcze jedna Duszyczka i będą dwie setki! To bardzo, bardzo cieszy :)
Zmykam już sprzed laptopa, bo za gorąco i mnie, i temu biedakowi :)
Dobrego tygodnia z miłym deszczykiem, ożywczym wiatrem i kojącym chłodem!
Pa pa

piątek, 26 lipca 2013

Pokonałam konia

Zmęczyłam znaczy się. Wreszcie!!!
W jakim tempie powstawał, wiecie. Cóż, czasem tak bywa, że to, co na początku wydaje się pesteczką, w trakcie pracy okazuje się mozolną wędrówką pod górkę. Tak było w tym przypadku. Niby mały schemacik, ale sporo kolorów, mnóstwo ćwierćkrzyżyków i konturów. Wystarczy się przyjrzeć tym fragmentom:
                                      
Takich miejsc było wiele. Wstyd mi strasznie, bo na zakładkę czekała Margo i Jej Wnuczka Iga - miłośniczka koni i hippiki. No ale już wysłałam i teraz tylko pozostaje mi mieć nadzieję, że Fantasy Rider przypadnie do gustu.
Tu przód przed zszyciem:


A tu już gotowa (przód i tył) :


Pomiędzy obie warstwy jak zwykle wprasowałam gruby sztywnik.
Zakładka była częścią wymianki, jaką urządziłyśmy sobie z Margo, o czym pisałam wcześniej
W nagrodę po zakończonej pracy zafundowałam sobie mały relaks i wybrałam się do ogrodów moich Przyjaciół. Oczywiście z aparatem fotograficznym!.
Było o malwach, teraz będzie o lawendzie. Kto uważnie przyjrzał się zakładce, również na niej dostrzegł, że dziewczyna na koniu ma sukienkę w tym właśnie kolorze :)
Dość, ględzenia. Zapraszam do ogrodów:


















Na zdjęcia załapały się nie tylko motyle i trzmiele, ale też moje dwie pary kolczyków frywolitkowych :)
















Domyślacie się pewnie, czemu pokazałam głównie lawendę...
Czas brać się do roboty w tym temacie.
Jestem w pełnej gotowości :)


Wczoraj późnym popołudniem odebrałam z poczty paczuszkę od Edytki z pięknymi upominkami i życzeniami imieninowymi! Dziś nie miałam możliwości zrobić fotek, więc pochwalę się, co dostałam od tej wspaniałej Dziewczyny dopiero za jakiś czas. Edytko, tymczasem bardzo Ci dziękuję! Sprawiłaś mi wielką radość!
Niniejszym ogłaszam niewielką przerwę w blogowaniu, jako że wybieram się na wieś do Rodziny ::)
NARESZCIE!!!
A Wam wszystkim życzę pięknego lata, miłego wypoczynku i mnóstwa wakacyjnych wrażeń, również robótkowych. I tylko pozytywnych :)
Dziękuję, że tu jesteście :)
Pozdrawiam lawendowo ::)))
Wasza Chranna

piątek, 19 lipca 2013

W żółwim tempie

W żółwim tempie to za mało powiedziane. Jak żółw emeryt -brat ślimaka - tak ja pracuję nad pewną zakładką do książki dla młodej miłośniczki koni. Już nie tak dużo zostało, ale jak na zakładkę, kolorów muliny bardzo dużo, więc co chwilę zmiana nitki:


Zmuszam się do stawiania choć kilku krzyżyków dziennie, bo już mnie najzwyczajniej wstyd. Ale ciągle jakieś przeszkody, coś mnie dopada ni z tego ni z owego. Ot, starość, nie radość. Od trzech dni żołądek tak dokucza, że głównie zalegam w łóżku : ( Momentami jest lepiej, ale za chwilę ból wraca. Mam nadzieję, że jutro rano będzie już ok, bo tyle ciekawych rzeczy jest do zrobienia, no i chciałabym wreszcie wyjechać na wieś, gdzie co roku cudownie ładuję swój akumulator dzięki kochanej, nadzwyczajnej Cioci Alicji i w kontakcie z naturą :)
Dziękuję Wam, moje Kochane, za tyle komentarzy pod ostatnim postem! Nareszcie otrzymuję je na poczcie! Nie sądziłam, że stare makatki wywołają taki odzew :)
Edytka zapytała, skąd miałam wzorek na bieżnik z granatowym haftem dla Mamy. Pojęcia nie mam, skąd. Ale wiem, że nie było schematu, bo odrysowywałam na papierze milimetrowym, chyba ze zdjęcia... Jedna milimetrowa kratka oznaczała jedną nitkę lnu.
Szmat czasu upłynął i na prawdę nie potrafię sobie przypomnieć źródła. Ale byłam ciekawa, czy zachował się wzór w moich szpargałach, poszukałam i... znalazłam! Teraz mam dowód na to, jak to człek się trudził, żeby coś takiego mogło powstać :)))
Edytko, specjalnie dla Ciebie :)))


A skoro już od jakiegoś czasu wieje u mnie starzyzną, to zrobimy na koniec wietrzysko i umieścimy jeszcze dwa relikty.

1. Wzorek pomarańczy "odkalkowany" (haft płaski cieniowany, który się niestety nie zachował):


Nienaturalnie odwrócony, bo w takim układzie zapisałam kolory muliny na podstawie obrazka :)))
Tak, tak! Schematów, opisów, numerów i instrukcji wtedy nie było!

2. Wzorek haftu richelieu również przeniesiony na kalkę techniczną. Między ten wzór a tkaninę wkładało się     fioletową kalkę i rysowało długopisem po liniach. Nie wiem, jak to jest teraz, bo okrutnie dawno nie             haftowałam ta techniką, ale podejrzewam, że są jakies ołówki, które pod wpływem temperatury żelazka odbijają się na tkaninie...


Na razie koniec ze starociami! Mam nadzieję, że nie zanudziłam na śmierć.
Wspaniałego weekendu dla wszystkich!
Buziaki!

czwartek, 18 lipca 2013

Gdzie miłość i zgoda panuje...

... tam szczęście gniazdko buduje.
W poprzednim poście pokazałam moje hafciki z przeszłości. Dziś wspomnień ciąg dalszy. Będzie o...
KUCHARKACH! W stronach, skąd pochodzę, tak określano rodzaj makatek wieszanych najczęściej w kuchni, czasem w ganku. Gotowe nadruki na cienkim, białym płótnie kupowało się na targu i haftowało po liniach. Sama też takie popełniłam jako dziecko, ale oczywiście przepadły gdzieś bez wieści :)))
W moim skarbcu mam trzy takie "kuchareczki" baaaaardzo leciwe, o wiele starsze ode mnie.
Wszystkie cenne, ale jedna najcenniejsza:

Haftowała ją jedna z sióstr mojej Babci - Waleria lub Monika. Przypuszczam, że jednak Ciocia Monika, bo jest na niej imię mojej Mamy (Halina), a Ciocia była Jej chrzestną matką. Powstała, kiedy moja Mamusia była małą dziewczynką, jak ta z obrazka. Makatka ma więc około 70 lat :)


W dzieciństwie tę właśnie makatkę najbardziej lubiłam :) Jest na niej wszystko, czego małym dziewczynkom w tamtych czasach trzeba było do szczęścia: piłeczka, Mruczek, kwiatuszki i baśniowe krasnale!
Zawsze była czyściutka i wykrochmalona "na blachę".
Tak jest do dziś :)

Czy oczy Hali nie są zabójcze, a usteczka słodkie?!
Mamusia miała cudne oczy! Duże, zielone...błyszczące... roześmiane... serdeczne i kochające...






 Częstym motywem makatek były gołąbki, symbol miłości i pokoju :)





A w ganku lub sieni wisiały makatki powitalne w ojczystym języku, nie jakieś tam: łelkamy :)))

Kocham tę szczerą prostotę wyrażoną haftem. Wyobrażam sobie moją Babcię i Ciocie pochylone nad płótnem z igłą w pracowitych dłoniach nieznających bezczynności,. Przy lampie naftowej... W długie, zimowe wieczory...
Te moje skarby znalazłam na strychu mojej Cioci ubiegłego lata. Są w idealnym stanie. Przez moment pojawiła się myśl, żeby podarować im drugie życie: powycinać poszczególne motywy i wykorzystać jako aplikacje, ale nie mam odwagi... Bo przecież wartość ma nie tylko motyw, ale i przedmiot! Z drugiej strony żal, że tak leżą bez życia, gdzieś w ukryciu.
Niemodne relikty przeszłości...
A jakie jest Wasze zdanie?