wtorek, 16 lipca 2013

Gnieciuchy z szuflady

Bo nieuprasowane, nieposkładane, ugniecione ciasno w worku spoczywały na dnie szuflady, aż nie wpadły mi w ręce przy okazji porządków..No i postanowiłam je pokazać światu nie tyle z powodu estetycznego waloru, ile z uciechy, jaką mi sprawiły, sentymentu, a w dwóch przypadkach silnego wzruszenia.
Mowa o moich pierwszych hafciarskich poczynaniach.
A zaczęło się od haftów mojej Cioci, która z pasją oddawała się temu zajęciu. Niestety, zdołałam ocalić tylko jedną Jej serwetkę i jest dla mnie cenną pamiątką:


Haftowana jedną nitką jakiejś dostępnej wtedy muliny czy też jedwabiu na cieniutkim płótnie :)
To od niej odrysowywałam z zapałem pierwsze wzorki haftu płaskiego na sztywnej kalce technicznej (pergaminie) i nieudolnie próbowałam Ją naśladować. Moje hafty wykonywałam na lnianych ściereczkach lub lnie z metra, dwiema lub trzema nitkami polskiej muliny Ariadna i, jeśli się nie mylę, kolory nie były wtedy znakowane liczbami. Chodziłam do szkoły podstawowej, a miało to miejsce ponad czterdzieści lat temu!!!
Z tamtego czasu zachowały się tylko dwie moje prace:



Potem zaczęłam gromadzić wzorki z różnych źródeł, a zwłaszcza z "Anny" - dodatku do "Burdy". Haftowałam motywy kwiatowe na serwetkach, kuchenne fartuszki dla Mamy, zapłotki, żabki i inne dziwadła na chińskich trykotowych bluzeczkach dla siebie i koleżanek ze studiów. Zachowały się do dziś tylko trzy serwetki (każda z innym kolorem wiodącym), na których jest połączenie haftu płaskiego i krzyżykowego. To był wzór z tych, co to MUSZĘ ZARAZ! NATYCHMIAST! BO PIĘKNY I NIEBANALNY haft lagarterski (ludowy, hiszpański) Te geometryczne wzory to wpływ kultury Maurów. Haftuje się je ściegiem atłaskowym okolonym kontrastującą fastrygą, zwaną też dwustronnym ściegiem przed igłą  (u mnie jest to kolor brązowy) W późniejszych czasach do tego haftu wprowadzono też ścieg krzyżykowy. Tu widoczne jest właśnie takie połączenie:


Potem przeważały krzyżyki:


Przyszedł czas na bieżniki. W domach królowały wtedy ławy :)))


Ten bieżnik poniżej wyhaftowałam w prezencie gwiazdkowym pod choinkę mojej Mamie... Przebił wszystkie inne :) Mamusia bardzo go sobie ceniła, wyjmowała i kładła na ławę tylko "od wielkich dzwonów"... Niestety, jedenaście lat temu wrócił do mnie... ale ja nigdy go nie rozkładam. Może kiedyś... Na razie serce pęka z żalu...





Mamo, wierzę, że jakimś nieznanym nam zmysłem czujesz to wszystko, o czym teraz myślę i piszę.
To zdjęcie dla Ciebie... Choć pewnie nie takie cuda i nie takich rzemieślników dane Ci jest teraz podziwiać. I z Artystą największym obcować!



I wreszcie gnieciuch, co najgłębiej w szufladzie spoczywał i z którym już chyba wiem, co zrobię - wytnę motyw i z obrusu powstanie szeroki ozdobny pas na stół. Bo teraz nijak nie pasuje rozmiarem. Gdy będzie gotowy, pokażę raz jeszcze, wyprasowany ;) W końcu żal, żeby czterdzieści z okładem wyhaftowanych mulin leżało bezużytecznie w szafie, prawda?
To haft z Asyżu (punto d'Asisi):




Potem był haft richelieu, mereżki, różniste ściegi supełkowe, łańcuszkowe, haft aplikowany i najrozmaitsze poczynania. Wszystko gdzieś porozdawane, powyrzucane, bo sprane i brzydkie...
Przyszedł tez czas całkowitego odejścia od robótek, bo pasją największą stał się teatr, górskie wędrówki, wychowywanie Córki i praca zawodowa. Wstyd się przyznać, ale w tym okresie powstało zaledwie kilka prac szydełkowych: jakieś serwety, zazdrostki, lambrekin i firanka, drobne prezenty dla Teściowej. No i po wielu latach z lubością wróciłam do swojej dawnej miłości, bo ponoć ta nigdy nie rdzewieje. Mam nadzieję wytrwać w w moim zauroczeniu nitką jako tworzywem dającym nieograniczone możliwości różnych twórczych działań, dopóki Bóg będzie łaskaw pozwolić :)
Wdzięcznie dziękuję wszystkim, którzy zechcieli wytrwać do końca tej podróży w czasie :)
Ściskam Was mocno za słowa otuchy pod poprzednim postem :)
Buziaki!!!

piątek, 12 lipca 2013

Żeby nie wpaść w czarną dziurę...

...zmuszam się do stawiania kilku krzyżyków dziennie. Mam zły czas. Od czasu do czasu mnie dopada i właśnie tak jest teraz. Żebyście o mnie nie zapomniały, wrzucam coś z lamusa, czego tu na blogu jeszcze nie pokazywałam. Jedna z moich prac frywolnych (wg schematu z książki J. Stawasza) - serwetka o średnicy 42 cm na malutki stolik kawowy:



Na tym drugim zdjęciu widać, że nici nie z tych najlepszych. do frywolitek, no i pikotki nierozprasowane, ale i tak na stoliku prezentuje się nie najgorzej. W każdym razie gościom się podoba ;) Teraz używam już lepszych nici, ale kiedy zaczynałam, nie chciałam inwestować w te najdroższe, bo nie byłam pewna efektu.
Nie wiem czemu nie otrzymuję na pocztę maili z komentarzami, mimo że mam włączoną tę opcję: subskrybuj pocztą e-mail : ( Za to moje komentarze przychodzą po kilka razy! Chyba coś się sypie na bloggerze.
Pozdrawiam Was serdecznie i czekam na lepszą pogodę - i tę w Duszy i tę za oknem - bo u  mnie na razie szaruga i deszcz...

sobota, 6 lipca 2013

Czasem mam farta

Nie często mi się to zdarza, jeśli chodzi o losowanie. Ale czasem się zdarza. Ostatnio właśnie był taki czas :) Najpierw wygrałam konkurs na najciekawszą propozycję wykorzystania drewnianych zawieszek, ogłoszony przez Tinę. Nagrodą miały być trzy takie zawieszki w marynistycznym, dziecięcym wydaniu. Ale jakież było moje zdumienie, gdy zamiast niewielkiej koperty bąbelkowej listonosz przyniósł sporą paczkę. Otworzyłam i moim oczom ukazał się taki oto widok:


Czego tu nie było! Groszki, paseczki, kotki, wstążeczki, koronki, wyhaftowana karteczka, mulinki, maleńkie tekstylne różyczki, kawki...


...no i oczywiście rzeczone zawieszki:

A oprócz tego...


... ocieplacz na imbryk! :)))
Tino, nie wiem, jak mam Ci dziękować za te wszystkie wspaniałości! Niech Ci będzie wynagrodzone w dwójnasób za taką hojność!!!
Uściski mocne przesyłam :)
Kolejnym fartem było wylosowanie książki o robieniu na drutach, którą zechciała "oddać w dobre ręce" Edytka. Iguniu kochana, dziękuję, że Twoje złote rączki właśnie mnie wylosowały :)
No i wreszcie jeszcze jedno miłe zdarzenie, o którym już częściowo pisałam, gdy pokazywałam metryczkę dla Ignasia. Umówiłyśmy się z Margo na wymiankę. W zamian za: metryczkę i imienne zakładki do książek dla dziewczynek wybrałam sobie ramki do obrazków lub zdjęć, których metamorfozy dokonała ta uzdolniona Kobietka :) Wczoraj do mnie dotarły. No i biegałam od ściany do ściany, przymierzając, gdzie też będzie im najlepiej :) Zobaczcie, jakie ślicznoty!
Tu wszystkie razem:


A teraz każda z osobna:









A prócz ramek znalazłam w przesyłce karteczkę, pyszne czekoladki sztuk pięć, z których nic już nie zostało i takie oto urocze, lniane serduszko:

Małgoś, wymianka była dla mnie prawdziwą przyjemnością :) Dziękuję z serca całego za ogrom pracy, jaki włożyłaś w przygotowanie ramek i serducha. Mam nadzieję, że i Ty będziesz usatysfakcjonowana moimi pracami :)
Buziaki!
Prawda, że nasz blogowy światek obfituje w przemiłe niespodzianki?
Wszystkim życzę wspaniałego, niedzielnego wypoczynku i żegnam się do następnego wpisu :)

piątek, 5 lipca 2013

Afternoon tea, post w kropki :)

No więc mój nowy serwis jest do popołudniowej herbatki. Zwyczajny angielski fajfoklok :)))
i żeby nie przynudzać, bo przynudziłam już dostatecznie wczoraj, teraz już będą tylko fotki.
Na razie...


A w środku...










I kubek do białej kawy :) Niestety były bez podstawek, ale mam już na oku odpowiednie białe, bo białe najbardziej mi tu pasują ;)


Trzy kubki dla porównania wielkości:


Katie Alice i Cath Kidston to jedne z moich ulubionych projektantek jeśli chodzi o skorupki :)

Tych, co nie znają, uprzedzam, że smutnawa Piosenka o porcelanie - Czesława Miłosza

I taki pojemniczek ni w pięć ni w dziewięć się przyplątał... To już nie porcelana. Fajans w bardzo dobrym gatunku.
Cudny jest!
Będzie na pralinki lub inne cukierasy ;)

I jak Wam się podoba?
Złość już prawie przeszła. Sen odgonił ;) Malutkie resztki zostały. Ale już obrus w zamyśle, więc do cna przejdzie nim księżyc wzejdzie :D
Obrus w babeczki ma być, haftowany. Stosowny wazonik na różyczki muszę jeszcze wyhaczyć i można stół zastawiać, gości przyjmować :) Albo tez w samotności herbatkę lub kawkę popijać przy robótkach :)
I właśnie smacznych herbatek, kaw aromatycznych, romantycznych Wam dziś życzę :)
Pa pa


czwartek, 4 lipca 2013

Paranoja nosi od dziś kolejne imię: PATRON SERVICE SP. Z O.O.

można mieć wiele celów...
naszym jest przesyłka na czas


zdjęcie pochodzi z Internetu

Tak pisze o sobie operator wymieniony w tytule tego wpisu.
Zamówiłam porcelanę. Kosztowała niemało. Ale cieszyłam się na myśl, że za dwa dni (przesyłka kurierska) odpakuję paczkę i z błyszczącymi oczyma wyjmę moje nowe cacka. Potem szybciutko wymyję, wyparzę i zaraz zaserwuję sobie kawę i ciacho w nowym serwisie. No i czekałam. Dzień... dwa... trzy... pięć...
Nie wytrzymałam. Zaczęłam monitować. Nie będę opisywać tu tej całej procedury. Zdawkowości operatora i arogancji podwykonawcy - czyli kuriera. Dość, że w siódmym dniu po moim trzecim telefonie i drugim mailu, kurier przyjechał.
Ponieważ paczka długo pozostawała pod jego opieką, a  zawartością była porcelana, powiedziałam, że chcę ją otworzyć w jego obecności. Żeby sprawdzić, czy nie nastąpił  ubytek lub uszkodzenie zawartości przesyłki. Co również zalecił mi właściciel sklepu i do czego każdy odbiorca ma prawo.
Ma prawo, ale, jak się okazało, nie w przypadku Patron Service. Bo kurier kategorycznie oświadczył: dopóki nie potwierdzi pani swoim podpisem odbioru przesyłki bez zastrzeżeń, nie pozwalam jej otworzyć. Takie stanowisko kuriera podtrzymała pani konsultant, do której to ja musiałam zadzwonić z własnego telefonu, bo kurier telefonu służbowego nie posiada.
W regulaminie operatora jest napisane, że: "Usługę pocztową uznaje się za nienależycie wykonaną , jeśli nastąpiło:
a) opóźnienie w doręczeniu przesyłki
b) ubytek lub uszkodzenie przesyłki"
I pięknie.
Ale zaraz dalej czytamy... uwaga...:
"Roszczenie z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania usługi wygasa
wskutek przyjęcia przesyłki bez zastrzeżeń z wyjątkiem roszczeń z tytułu
niewidocznych ubytków lub uszkodzeń".
Nie podpiszę - paczki nie dostanę i nie otworzę, bo znaczy, że odmawiam przyjęcia!.
Podpiszę - nie mogę się domagać czegokolwiek w razie stwierdzenia ubytku lub uszkodzenia. Ba, nawet nie mogę rościć sobie prawa do zwrotu kasy za usługę nienależycie wykonaną, bo przecież nie mam zastrzeżeń!

UWAGA!!!
PARANOJA PATRON SERVICE SP. Z O.O.

W takiej sytuacji stwierdziłam, że usługę pocztową uznaję za nienależycie wykonaną , gdyż nastąpiło opóźnienie w doręczeniu przesyłki (regulamin gwarantuje dostawę w drugiej dobie od przejęcia paczki), a w związku z tym spisujemy stosowny protokół z datą dostawy przed podpisaniem odbioru. Wobec takiego dictum pan natychmiast wyjął 17,50 zł (tyle wynosiła opłata za usługę).
Nie wiedział, że w myśl tak sformułowanego regulaminu jeśli przyjmę paczkę, podpisując wcześniej czy później odbiór bez zastrzeżeń, protokół taki  nie stanowi żadnej podstawy jakiegokolwiek roszczenia z mojej strony. Bowiem jedno drugiemu przeczy!
Wymiękł? Tak, ale tylko częściowo! Bo nadal nie pozwolił paczki otworzyć!
Najwyraźniej regulamin jest niedoprecyzowany i tak sformułowany, że w razie sporu klient sprawy  w sądzie nie wygra.
A wystarczyło napisać w którymś z punktów: 
Odbiorca ma prawo otworzyć przesyłkę w obecności kuriera przed potwierdzeniem odbioru bez zastrzeżeń w celu sprawdzenia, czy nie nastąpił ubytek lub brak. Lub: Protokół, z którego wynika wina operatora będąca podstawą roszczenia, znosi skutek prawny sformułowania: bez zastrzeżeń.
Lub też w formularzu wprowadzić dwie rubryki do wyboru:
1. przyjmuję przesyłkę bez zastrzeżeń
2. przyjmuję przesyłkę z zastrzeżeniem (podać jakim)
Pozostał mi rentgen lub ryzyko złożenia nieszczęsnego podpisu.
Zaryzykowałam. Bo cóż miałam zrobić? Odmówić przyjęcia?
Na szczęście zawartość nie budziła zastrzeżeń. Ale gdyby tak coś było nie tak?!

"Patron Service to przede wszystkim szybkość, elastyczność i wygoda w korzystaniu
z przesyłek. (...) Naszą zasadą działania jest solidność i wywiązywanie się z powierzonych przez klienta zadań." - czytamy na stronie operatora w zakładce: O nas. 
Na wszystkich fotkach twarze z "przylepionym", nienaturalnym uśmiechem.
Nie dajmy się zwieść takim etykietkom i wizerunkom serwowanym na stronach. CZYTAJMY WNIKLIWIE REGULAMIN.

No i jeszcze dodam, że właściciel sklepu, który niczemu nie był winien, przeprosił i wyraził ubolewanie, zaś w wymianie maili z operatorem dopomnieć się musiałam o słowo: przepraszamy.
Powiecie może: ale baba upierdliwa! Przecież się nic nie stało. Skorupy całe, koszt przesyłki zwrócony. A że się więźniem było w domu od 8.00 do 18.00 przez siedem dni...bo się nie chciało, żeby awizo zostawili, co tam...zamówiła, niech czeka. O co właściwie kopie kruszyć?
No cóż, już tak mam, że niesłowności, bylejakości, ignorancji nie znoszę. Wystarczyło przecież regulamin logiczny wyskrobać, po dwóch dniach telefon do mnie wykonać (po co go podałam?), przeprosić, wytłumaczyć opóźnienie, poprosić o zrozumienie, umówić się na konkretny termin i godzinę odbioru... Grzecznym być! I wtedy takiego wpisu by nie było.
A tak...
Nie wypiłam dziś kawy w nowej porcelanie. Nie smakowałaby tak, jak sobie marzyłam Bo konfliktów nie znoszę. Ale i za konia robić nie zamierzam.
Poczekam do jutra z tą kawą. Mam nadzieję, że ochłonę. A jak zechcecie, pokażę moją nową porcelanę ;)

środa, 3 lipca 2013

Siedziałam w pieluchach




Witajcie, Kochani :)
Troszkę długo mnie tu nie było, a to za sprawą kolejnej metryczki w sepii. Spodobała się Margo, myślę, że Ignasiowi też się spodoba... A może i Ignacy po latach wielu zerknie na nią od czasu do czasu ze wzruszeniem :)


Skończyłam ją wczoraj wieczorem, a dziś skoro świt pobiegłam na pocztę, bo metryczka musi być najpóźniej w piątek u Ignasia :) Dlatego zdjęcie jest F A T A L N E!
Ale wzór wszystkim znany no i w pełnej krasie pokazany już wcześniej.
Dla Siostrzyczki powstała zakładka z Jej datą urodzenia i imieniem. To dla Niej haftowałam kotki w kubkach :)



Imię wyhaftowane na odwrocie. obie części podklejone kremowym sztywnikiem i zszyte ze sobą ręcznie, jak się zszywa biscornu:


Boki ozdobiłam szydełkowym łańcuszkiem, ale jak się nie spodoba, można łatwo spruć.
Teraz w kolejce czeka jeszcze jedna zakładka, a potem upragniony wyjazd na wieś :)
Ale wcześniej jeszcze wpadnę tu, żeby się troszkę pochwalić ;)
Za wszystkie miłe słowa z serca wdzięcznego dziękuję i pozdrawiam słonecznie!
Pa pa