piątek, 27 kwietnia 2012

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

E jak Edyta, M jak marchewka...

Witajcie!
Dziś miła chwilka, kiedy mogę usiąść przed laptopem, przywitać Was i pokazać owoce Naszej, z Edytką, prywatnej wymianki, na którą umówiłyśmy się niedawno. Mnie bardzo spodobały się marchewy i marcheweczki różnej maści, które pokazała u siebie przed Świętami. Natomiast Eda poprosiła o frywolitkę, bo, jak się okazało, jak dotąd nie miała niczego w tej technice. Kolory wiodące: brąz, zieleń, biel. Postanowiłam więc, że wszystko, co przygotuję, będzie frywolitkowe. I uplotłam: coś na kształt gwiazdki w brązie i oliwce (można wykorzystać jako ozdobę do powieszenia w oknie), motyw na podstawkę pod kubek, ważkę, którą pokazywałam w poprzednim poście (może być zawieszką, aplikacją lub inną ozdobą wg pomysłu i uznania) i małe kolczyki dla Córeczki Igusi. Razem wyglądało to tak (na zdjęcie nie załapały się pasmanteryjne drobiazgi i słodkości):


Ja natomiast DOSTAŁAM MARCHEWY!!! I całą masę ślicznych drobiazgów :)
Hafciki z zającami świetne - pozwolisz, Edyto droga, że zająca w kapeluszu umieszczę w podobnej marchewie do tej Twojej? Już widzę moje przyszłoroczne drzewko wielkanocne z nimi w roli głównej!!!
Guziczki i inne ozdoby modelinowe na pewno znajdą swoje zastosowanie, bo są cudne: i biedroneczki, jakże misterne, i listeczki, i sówka, i serduszka,
i wszystkie pozostałe.
A czerwone serce mnie rozczuliło do ostatka :D
Karteczka z kwiatkami urocza :)


Z serca dziękuję za wspaniałą wymiankę :)))
Pozdrawiam Cię serdecznie i przytul ode mnie Igę :)

A co porabiam teraz? Ano, znów kółeczka frywolitkowe - tym razem będzie tego w sumie 6 metrów w kawałkach różnej długości. Na razie jest tyle:


i małe motywy:


Ma ich być trzydzieści, na razie jest jedynaczek:


Wszystko, aby ozdobić bluzeczkę dzianą z tych samych jedwabnych nici.
Tak więc moje różne hafcikowe projekty i marzenia musiały na razie pójść w odstawkę :(
Chciałabym dziś też serdecznie powitać moich nowych Obserwatorów, którzy ostatnio do mnie dołączyli. Mam nadzieję, Kochani, że zostaniecie tu na dłużej i że nie będziecie zawiedzeni moimi kolejnymi wpisami. Dzięki Wam moje blogowanie dostarcza mi coraz więcej satysfakcji :)
Do kolejnego, miłego spotkania, moi Drodzy :)

piątek, 20 kwietnia 2012

Zawiesiła się...

... na łańcuchu :)
Frywolitkowe dragonfly. Nie wiem, gdzie i kiedy taką zobaczyłam, chyba na jakimś zagranicznym blogu... ale od tego czasu chodziło za mną, żeby machnąć tę ważkę na swoich czółenkach. No i nadarzyła się pewna okazja, o której będzie troszkę później. Mam w planie następne insekty w tym stylu, ale muszą poczekać w kolejce.
Tymczasem pokazuję, co wyplotłam:



Ujęcia bardzo podobne, tyle że najpierw usiadła na tkaninie, potem pofrunęła na kartkę papieru, a ja nie potrafiłam zdecydować, gdzie lepiej się prezentuje, więc pokazuję obie fotki :)
Dziękuję z serca całego za Waszą obecność tutaj. To dodaje mi wiary w sens istnienia tego miejsca w sieci :)
Miłego weekendu z mnóstwem sympatycznych niespodzianek w ten piękny, wiosenny czas!

wtorek, 17 kwietnia 2012

post z poczekalni...

Zwlekałam długo. Za długo. Ale to dlatego, że pochłonięta byłam przygotowaniem do pewnej wymianki, o której będzie następnym razem :)
Ale, jak to mówi stare porzekadło, co się odwlecze to nie uciecze i w myśl tej ludowej mądrości spieszę z zaległościami, tymi bardzo miłymi i tymi, co mi legły na wątrobie :)
Najpierwsza powinność, to pokazać, co miłego mnie ostatnio spotkało.
Po pierwsze, otrzymałam wspaniałą nagrodę (sama wybierałam :)))) w konkursie na jajko ozdobne, o którym pisałam wcześniej. Nagrodę dla mnie ufundowała zwyciężczyni konkursu prowadząca blog o nazwie Skarbczyk Ewa ufundowała trzy urocze zawieszki z motywami pasterskimi, które trafiły do mnie:


Ale jakież było moje zaskoczenie, gdy prócz spodziewanych zawieszek wyjęłam z koperty taką piękną bransoletkę:


Ewuniu, jesteś niesamowita! Bardzo, bardzo za wszystko dziękuję :))) Co do zawieszek mam pewien plan, ale pokażę, jak zrealizuję. A z bransoletką czekam na letnią opaleniznę, bo wyobrażam sobie, jak pięknie będzie wyglądać na ciemniejszej skórze podczas spacerów, na przykład morskim brzegiem... Koniecznie w białej sukience :)

Druga przemiła niespodzianka spotkała mnie ze strony Joanny. Zachwyciły mnie zrobione przez Nią przesłodkie baranki i zapytałam, czy mogę zamówić jednego. Joasia natychmiast się zgodziła, więc podałam swój adres i poprosiłam o cenę oraz dane do przelewu. Czekałam na próżno... na te dane, ale nie na baranka :))) bo w tempie ekspresowym otrzymałam tajemniczą przesyłkę, a z koperty wyskoczył ten słodziak:


Natychmiast zajął godne miejsce wśród wydmuszek na półmisku:


Joasiu, stokrotnie dziękuję za tak miły gest :)))

Jeszcze jednym miłym akcentem ostatnich dni było kolejne wyróżnienie "Wszechstronny blogger" otrzymane od Reni:


Z typowaniem blogów mam wielki problem. Wiele z tych, które mnie zachwycają, nie życzą sobie wyróżnień, a z pozostałych tak trudno wybrać, żeby nikogo nie pominąć. Dlatego nie przekazuję wyróżnienia dalej. Dla mnie każda kreatywność, pasja i radość tworzenia zasługują na wyróżnienie. Jeśli chodzi o siedem faktów ze mną związanych, to muszę dobrze nad tym pomyśleć. Jak skończę myśleć, to wrócę do posta i uzupełnię ;)

Na koniec chciałam pokazać jeszcze jedną przesyłkę. Otóż wzięłam udział w pewnym candy. Nie wygrałam głównej nagrody, ale znalazłam się na liście do obdarowania. Czekałam na przesyłkę - niespodziankę w stylistyce holenderskiej. I dostałam. Takie pudełeczko:


A teraz kilka detali:





I to jest to, co mi na wątrobie zaległo, bo... nie podziękowałam mailem.
Pierwszy raz zdarzyło mi się nie podziękować. Czy powinnam?
Ciekawa jestem Waszych opinii.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i więcej słońca Nam wszystkim życzę, choć wiosenne deszcze bardzo potrzebne :)

niedziela, 15 kwietnia 2012

Wiosenna fanaberia - biżuteria...

Choć nie mam ogrodu, i u mnie zakwitły forsycje...


i fiołki zakwitły...


i ważki się budzą do życia...


a panny młode nie tylko w welon się stroją...


Jutro odpoczynek od czółenek, bo dzień święty, a wszystkie stawy w rękach nadwyrężone i obolałe...
Miłej niedzieli :)

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Ab ovo i... obrazowo

Święta powoli dobiegają końca... No cóż... jeszcze przez czas jakiś dekoracje świąteczne w naszych domach cieszyć będą oczy, a potem... partytura dnia codziennego...
Podczas tegorocznych Świąt w moim mieszkanku wśród dekoracji królują jaja i (prócz pokazanej już kury z masy papierowo-gipsowej, w której posiadanie weszłam kilka lat temu po zmianie dekoracji w witrynie zaprzyjaźnionej księgarni) drób wszelaki.
Te przepiękne, ażurowe jajeczka, wyczarowała dla mnie Gocha:


Te rustykalne gęsie wydmuszki z techniką decoupage (2 łowickie i 1 kaszubska) zostały zakupione w moim ulubionym miejscowym sklepiku:


I drewniane. Ceramiczna kura to tegoroczny prezent od Przyjaciółki :)


Fajansowe, ręcznie malowane:


Ceramiczne, w bardzo wiosennej kolorystyce:


We frywolitkowych koszulkach, własnego konceptu i wykonania:




I też moje, tym razem w koszulce szydełkowej:



Wśród rzeczonego drobiu moja ulubiona kurka na sprężynce - upominkowa od Oli, przywieziona z Yorku :)


Wreszcie kaczuszka "doniczkowa":


I bardzo stara, ale zacna kura z drewnianych wiórów na straży kurnika:


Pora też zaprezentować tegoroczne kartki świąteczne. Swoje wysłałam w Wielki Poniedziałek i liczyłam, że nawet w najodleglejsze zakątki kraju dojść powinny na czas. Jak dotąd, mam tylko jeden sygnał świadczący o dobrej robocie poczty. Nie czekam jednak dłużej i pokazuję, co wrzuciłam do skrzynki:







I co ze skrzynki wyjęłam:


Pięknie wyhaftowany i oprawiony kurczaczek (u dołu po lewej) jest od Kini. A cudna, scrapkowa karteczka z zającami malującymi jajo (u dołu po prawej) - od Joli.
Bardzo, bardzo dziękuję za pamięć i serdeczne życzenia :)))

Z przyjemnością wielką i nie bez satysfakcji donoszę też uprzejmie, że moje frywolitkowe jajo, które pokazałam w jednym z postów poniżej, zajęło III miejsce w konkursie u Małopolanek :) Wszystkim, którzy oddali na nie swój głos, bardzo, bardzo serdecznie dziękuję!

Wreszcie też mogę pokazać gotowy obrazek, o którym pisałam tu.
Na oprawę czekałam ponad dwa miesiące i zamówionej ramki się nie doczekałam. Na łeb na szyję musiałam więc zmienić wykonawcę, wybrać inną ramę, zupełnie nie taką, jak chciałam i za dwa dni odebrać gotowy obraz, bo czas naglił. Przed oprawą haft wyglądał tak:


A w ramie tak:


Długaśny ten post!!!
Ale na dziś to tyle :)
Pozdrawiam wciąż jeszcze świątecznie i życzę umiarkowanie mokrego dyngusa :)